Nie będzie podniesienia dopuszczalnej masy całkowitej dla wozów ratowniczych na prawo jazdy kategorii B. Rząd oraz strażackie dowództwo krytycznie odniosły się do pomysłu, wskazując na związane z nim zagrożenia.
Pomysł przewidywał rozszerzenie uprawnień dla strażaków z prawem jazdy kategorii B, pozwalając im na prowadzenie pojazdów o DMC między 3,5 a 5 ton. Miałby to ułatwić konfigurowanie oraz użytkowanie lekkich wozów ratowniczo-gaśniczych, zabudowując je na cięższych i bardziej wytrzymałych wersjach samochodów dostawczych. Pozwoliłoby to też uniknąć coraz częstszego problemu, jaki jest po prostu przeładowywanie lekkich wozów, w związku ze zbyt rozbudowany wyposażeniem.
Powyższa propozycja została zgłoszona między innymi przez Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Wielkopolski, a także trafiła do interpelacji jednego z posłów. Jak jednak donosi strażacki portal „Remiza.pl”, pomysł nie znalazł aprobaty na najwyższych szczeblach władz. Sprzeciwiło się niemu zarówno Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, jak i Komenda Główna Państwowej Straży Pożarnej.
Sprzeciw uargumentowano stwierdzeniem, że pozwolenie strażakom na prowadzenie cięższych pojazdów mogłoby stworzyć zbyt duże zagrożenie dla bezpieczeństwa. Uznano też, że wozy ratowniczo-gaśnicze są zbyt cennymi pojazdami, by powierzać je w ręce osób nieposiadających pełnoprawnych uprawnień i szkoleń. Poza tym podkreślono, że szkolenia i egzaminy na kategorię C są znacznie bardziej zaawansowane niż te na kategorię B, więc strażaccy kierowcy powinni uzyskiwać tego typu uprawnienia.
Ze wszystkimi tymi argumentami można by się zgodzić, gdyby nie fakt, że mówimy tutaj o konkretnym ograniczeniu wagowym, ustanowionym na 5 ton. Samochody mieszczące się w tym limicie zwykle nie otrzymują żadnych typowo ciężarowych rozwiązań, jak pneumatyczne hamulce, silniki pracujące na niskich obrotach lub kabiny z osobnym układem zawieszenia. Są to raczej zwykłe auta dostawcze, które od wersji 3,5-tonowych różnią się zawieszeniem, osiami, kołami lub ewentualnie ramą.
Na koniec przypomnę, że wyznaczenie 3,5-tonowego DMC dla prawa jazdy podstawowej kategorii to rozwiązanie sięgające do lat 60-tych ubiegłego wieku. Stworzono je więc jeszcze w czasach, gdy samochody były nieporównywalnie lżejsze niż dzisiaj, chociażby przez brak rozbudowanych osprzętów silnika lub wszelkiego rodzaju elementów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Więcej na ten temat przeczytacie w historycznym artykule: Skąd wziął się limit 3,5 tony DMC – przepis z lat 60-tych przetrwał z nami do dzisiaj
Fragment przytoczonego artykułu:
W latach 60-tych ten 3,5-tonowy limit mógł uchodzić za więcej niż wystarczający. Można wręcz powiedzieć, że wyznaczono go z około tonowym zapasem. Spójrzmy bowiem jak wyglądały wówczas auta dostawcze. Wśród najpopularniejszych modeli mieliśmy takie pojazdy, jak Volkswagen Transporter pierwszej generacji, czy Citroen Typu H. Ten pierwszy miał masę własną na poziomie 1100-1200 kilogramów, a gama silników przewidywała między innymi silniki benzynowe 1.1 lub 1.2, o mocy 25 oraz 34 KM. Citroen ważył około 100-150 kilogramów więcej, a jego silniki rozwijały między 34 a 57 KM, niezależnie od wersji mając poniżej 2 litrów pojemności. Wprowadzony w 1959 roku Żuk A03 wypadał porównywalnie, ważąc nieco ponad 1,3 tony i mając 2,1-litrowy silnik o mocy 50 KM.












