Kary za zbyt małą czcionkę na kabinie ciężarówki – absurdalna kontrola z Danii

W wielu krajach Europy, w tym między innymi w Polsce, nikogo nie dziwią ciężarówki bez jakichkolwiek oznaczeń przewoźnika lub nawet z oznaczeniami któregoś z poprzednich właścicieli. Tymczasem w Danii okazują się funkcjonować przepisy, które pozwalają wystawić wielotysięczną karę za… oznaczenie wypisane na ciężarówce zbyt małą czcionką. Lokalne media, w tym także duńska telewizja państwowa, właśnie rozpisują się na ten temat, mówiąc przy tym o „najdziwniejszej transportowej karze 2025 roku”.

W centrum całej historii znalazł się 63-letni Allan Misfelt z miasta Horsens. To kierowca ciężarówki z 31-letnim doświadczeniem, od dłuższego czasu prowadzący własną działalność i jeżdżący własnym zestawem. Jest to typowo duńska, 56-tonowa konfiguracja na siedmiu osiach, składająca się z trzyosiowego ciągnika Scania R500 Highline oraz czteroosiowej naczepy-wywrotki. Pojazd ten wykorzystywany jest w transporcie materiałów sypkich do produkcji cementu i pokonuje po duńskich drogach około 100 tys. kilometrów rocznie.

W czasie jednej z ostatnich tras, na duńskiej drodze krajowej nr 18 między Herning a Vejle, Misfelt oraz jego Scania zostali zatrzymani do rutynowej kontroli. Sprawdzenie objęło stan techniczny pojazdu oraz zapisy tachografu, a policjanci nie stwierdzili przy tym żadnych nieprawidłowości. Ewidentnie zależało im jednak na wystawieniu kary, gdyż w pewnym momencie funkcjonariusz powołał się na Artykuł 13 duńskiego Rozporządzenia o transporcie drogowym. To właśnie tam znajdują się duńskie zasady oznakowania samochodów ciężarowych, narzucające wspominaną wysokość czcionki.

Nazwa firmy Allana Misfelta na jego Scanii:

Policjanci kontrolujący Scanię zauważyli, że litery z nazwą firmy transportowej, umieszczone na spojlerze międzyosiowym, mają tylko 5 centymetrów wysokości. Tymczasem wspomniane przepisy nakazują, by na kabinie znajdowała się trwała nazwa przewoźnika, wypisana czcionką o wysokości co najmniej 10 centymetrów. Sam Misfelt nie zdawał sobie sprawy, że złamał ten mało znany przepis i choć jeździ tym ciągnikiem już od sześciu lat, nikt też nigdy nie zwrócił mu na to uwagi. Uświadomili go dopiero kontrolujący funkcjonariusze, informując od razu o nałożeniu 6000 koron kary za złamanie transportowego rozporządzenia. W przeliczeniu to około 3400 złotych.

W rozmowie z telewizją „TV Syd” właściciel ciężarówki nie krył swoich uczuć – z rozgoryczeniem stwierdził, że po prostu nienawidzi tej branży. W końcu jego przypadek wyraźnie pokazał, że policjantom nie zależało na pilnowaniu bezpieczeństwa ruchu drogowego, lecz na wykryciu jakichkolwiek błahostek i znalezieniu dowolnego haka na przewoźnika. Dlatego też Allan Misfelt postanowił udać się z tą sprawą do sądu. Zdaje sobie sprawę, że prawdopodobnie nie ma tam szans na wygraną, wszak minimalna wysokość czcionki jest faktycznie podana w przepisach, ale ma nadzieję, że przynajmniej przyciągnie w ten sposób medialną uwagę do absurdalnych przepisów.

Źródło zdjęć: „TV Syd”