W amerykańskiej branży transportowej można już mówić o prawdziwej rewolucji. Nowe przepisy językowe wyeliminowały już bowiem z dróg około 10 tys. kierowców ciężarówek.
Zacznę od przypomnienia, że pod koniec czerwca bieżącego roku Amerykanie wprowadzili bezprecedensowe przepisy. Całkowicie zakazały one zawodowego prowadzenia samochodów ciężarowych tym osobom, które nie władają językiem angielskim w stopniu umożliwiającym komunikację podczas kontroli drogowej oraz odczytanie prostych tekstów. Oficjalne tłumaczenie jest takie, że ma to wyeliminować z ruchu osoby niezdolne do zrozumienia na przykład znaków drogowych, często mających w Ameryce charakter tekstowy. Nieoficjalnie mówi się zaś o tym, że to sposób na zatrzymanie zalewu tanich kierowców-imigrantów, masowo zatrudnianych przez firmy dokonujące tak zwanego dumpingu cenowego.
Sekretarz Transportu USA przedstawił 10 grudnia najnowszą aktualizację tego tematu. Podano w niej, że od końca czerwca do początku grudnia już 9,5 tys. kierowców ciężarówek oblało testy językowe, przeprowadzone przy okazji rutynowych kontroli drogowych. Było to jednoznaczne z wydaniem 9,5 tys. zakazów dalszego prowadzenia. Zakazy te wprowadzane są w trybie natychmiastowym i de facto zakazują powrotu do zawodu do momentu opanowania języka. Podkreślę jeszcze, że mowa tutaj o wyeliminowaniu z branży 9,5 tys. kierowców ciężarówek w nieco ponad pięć miesięcy. Taka statystyka może robić wrażenie, a może też zapowiadać realny, długofalowy wpływ na rynek pracy.
Jak natomiast wyglądają wspomniane kontrole? Na to pytanie również pojawiła się ciekawa odpowiedź, w postaci nagrania opublikowanego przez samych policjantów, wykonanego kamerą umieszczoną na mundurze (nad tekstem). Widać tam akurat kontrolę ze stanu Arkansas, dotyczącą ciężarówki ze stanu Kalifornia, prowadzonej przez kierowcę o prawdopodobnie azjatyckim pochodzeniu. Freightliner z naczepą zwrócił uwagę policji, gdyż odbywał pauzę w miejscu niedozwolonym, na pasie awaryjnym przy węźle. Gdy natomiast policjant próbował odbyć rozmowę z kierowcą, ten nie był w stanie odpowiedzieć na najbardziej podstawowe pytania, jak na przykład nazwa firmy, dla której jeździ. Z europejskiego punktu widzenia początkowo nie robi to wrażenia, wszak na naszym kontynencie jesteśmy całkowicie przyzwyczajeni do dużej ilości języków występujących na stosunkowo niewielkim terenie. Do myślenia daje jednak druga część nagrania, gdy kierowca Freightlinera proszony jest o wyjaśnienie znaczenia znaków drogowych, mających właśnie charakter tekstowy. Mężczyzna okazuje się wówczas nie rozumieć znaku „No commercial vehicles”, czyli „Zakazu ruchu pojazdów używanych do celów komercyjnych”. To znak niezwykle w Ameryce popularny, zakazujący wjazdu między innymi ciężarówkom jeżdżącym z zarobkowym transporcie drogowym.
Ostatnią sceną, którą widzimy na nagraniu z kontroli, jest kierowca idący ze swoimi bagażami, odprowadzany do radiowozu. W trybie natychmiastowym nałożono bowiem na niego status „Out of service”, czyli „Wyłączony z ruchu”, całkowicie zakazując kontynuowania trasy. Mogło to też pójść w parze z karą finansową, wynoszącą w Arkansas 500 dolarów.
Zakaz ruchu pojazdów używanych do celów komercyjnych:












