Zdjęcie ma charakter przykładowy, bez związku ze zdarzeniem.
Z drogi krajowej nr 48, w powiecie przysuskim (woj. mazowieckie), dociera nietypowa przestroga dla kierowców. Dotyczy ona następstw potrącenia pijanego rowerzysty i niezatrzymania się na miejscu zdarzenia.
Wszystko zaczęło się w sobotni wieczór, 5 października, przy trudnych warunkach atmosferycznych. W miejscowości Kamienna Wola pod Przysuchą zauważono wówczas rannego rowerzystę, leżącego tuż przy drodze. Na miejsce wezwano więc pogotowie ratunkowe, które przetransportowało mężczyznę do szpitala, a przy okazji przeprowadzono też badanie trzeźwości. To wykazało, że 62-latek, zamieszkały w pobliżu miejsca zdarzenia, miał niemal 1,5 promila alkoholu (poinformowano o tym w pierwszym komunikacie policji).
Niestety, dzień później rowerzysta zmarł w szpitalu, co miało być następstwem odniesionych obrażeń. Tymczasem policja wszczęła śledztwo, ustalając, że rowerzysta został potrącony przez samochód marki Iveco (nie podano jaki konkretnie był to model). Dochodzenie doprowadziło ich do 44-letniego mieszkańca powiatu radomskiego, prowadzącego właśnie taki pojazd, a 11 października mężczyzna został zatrzymany pod zarzutem spowodowania śmiertelnego wypadku i ucieczki z miejsca zdarzenia.
Wczorajszy komunikat policji, informujący o zatrzymaniu podejrzanego, określił potrącenie rowerzysty następstwem „prawdopodobnego niezachowania szczególnej ostrożności oraz niedostosowania prędkości do warunków atmosferycznych”. Za to fakt, że rowerzysta był pod poważnym wpływem alkoholu, całkowicie w tym komunikacie pominięto.
Dzisiaj 44-letni kierowca Iveco przebywa już w areszcie. Spędzi tam co najmniej 2 miesiące, gdyż sąd wydał zgodę na pozbawienie go wolności jeszcze w czasie oczekiwania na proces. Jednocześnie prokuratura przedstawiła oficjalne zarzuty spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym, zagrożone karą 12 lat pozbawienia wolności.












