Ukraińskie wagi drogowe typu WIM, odpowiedzialne za automatyczne kontrole mas całkowitych pojazdów, właśnie zbliżają się do pięciolecia działalności. Pilotażowa praca tych urządzeń rozpoczęła się na początku 2021 roku, w 2022 roku zaczęto wystawiać pierwsze kary. Dzisiaj urządzeń tych jest już ponad 60, są plany na łącznie 120, a łączna wartość wystawionych w ten sposób kar przekroczyła 590 milionów hrywien (około 50 milionów złotych). Władze Ukrainy są też zdania, że systemy WIM uratowały przed zniszczeniem nawet setki kilometrów dróg, ograniczając skalę przeładowań, której dopuszczali się lokalni przewoźnicy. I właśnie tutaj dochodzimy do pewnego wymownego przykładu, który pokazuje, jaka „wolna amerykanka” funkcjonowała w tym zakresie w przeszłości.
Głośno o zamontowaniu wag w drogach Ukraińcy zaczęli mówić w 2015 roku. Doszło wówczas do wielkiego protestu przewoźników w obwodzie mikołajowskim, po tym, jak lokalne władze chciały zamontować wagę na trasie Mikołajów-Dniepropietrowsk. Protestujący przewoźnicy twierdzili, że nowe urządzenie nie poprawi bezpieczeństwa, a jedynie napędzi rozwój korupcji przy kontrolach. W tym samym czasie w lokalnych mediach pojawiły się też doniesienia o „wojnie wagowej”, która rozwinęła się w wybranych miejscowościach, położonych na przykład na dojeździe do skupów zboża. Tamtejsi mieszkańcy mieli brać sprawy w swoje ręce, masowo wychodząc na ulice i na przykład obrzucając kamieniami pojazdy łamiące ciężarowe zakazy ruchu. Nierzadko do interwencji w takich sprawach wzywana była policja. Miarka przebrała się natomiast 20 sierpnia 2015 roku, gdy urzędnicy z ukraińskiego ministerstwa infrastruktury poinformowali w mediach społecznościowych o prawdziwym rekordziście.
Ośmioosiowa konfiguracja na zdjęciach:
Tym rekordzistą był trzyosiowy DAF 95XF Space Cab, popularny wariant z 430-konnym silnikiem, podpięty do amatorsko wykonanej przyczepy z obrotnicą, pięcioma osiami i bliźniaczym ogumieniem. Łącznie ośmioosiowa konfiguracja miała dostarczyć do skupu 115 ton zboża, osiągając przy tym 135 ton masy całkowitej. I zapewne obyłoby się to bez większego rozgłosu, gdyby nie fakt, że po wjechaniu na wagę przed rozładunkiem, u ukraińskiego potentata rolniczego Nibulon, pojazd złamał płytę wagową, przekraczając techniczną wytrzymałość urządzenia. Sami urzędnicy komentowali, że to nie tylko wagowy rekordzista, ale wręcz kandydat do Nagrody Darwina.
DAF okazał się należeć do firmy FOP Szewczenko z Kirowogradu. Po nagłośnieniu sprawy przez ministerstwo o przewoźniku zrobiło się bardzo głośno, a w mediach chętnie przytaczano kolejne przykłady jego kontroli. Padały przy tym takie wyniki, jak 117 ton masy całkowitej lub 68 ton przeładowania. Jedna z kontroli miała się też skończyć ręcznym, dwudniowym przesypywaniem zboża wiadrami, by doprowadzić w ten sposób ciężarówkę do tonażowej normy. Wszystko to uczyniło z przewoźnika narodowy symbol niszczenia dróg i łamania transportowych przepisów. Choć nadal nie zmieniło to faktu, że DAF-y z FOP Szewczenko wciąż jeździły po drogach, a wręcz dało się je zaobserwować w kilku egzemplarzach, z przyczepami na trzech, czterech lub pięciu osiach.
Siedmioosiowa konfiguracja na filmie, w czasie jazdy:
Kontrola zakończona holowaniem przez Ziła:
Szczególna kontrola wydarzyła w 2017 roku, a więc już dwa lata po nagłośnieniu tematu. Jeden z DAF-ów należących do niesławnej firmy – zielony egzemplarz podpięty do trzyosiowej przyczepy – miał wówczas zostać ściągnięty do kontroli przez Ukrtransbezpekę, czyli ukraiński odpowiednik naszego ITD. Pojazd rzekomo uległ jednak awarii i nie mógł wjechać na punkt kontrolny. Przewoźnik miał więc ściągnąć na miejsce kolejnego DAF-a, by podpiąć go do uszkodzonego zestawu i wjechać w ten sposób na wagę. To jednak znowu się nie powiodło, gdyż holowany zestaw miał być zbyt ciężki. Ostatecznie na miejsce wezwano więc wojskowego Ziła 131, który dzięki bardzo wysokim przełożeniom oraz trzem osiom napędowym poradził sobie z holowaniem. Wszystko to sprawiło, że kontrola trwała około trzech dni, a jej wynikiem było ponad 65 ton masy całkowitej zestawu, w zestawie z trzyosiową ciężarówką i trzyosiową przyczepą. Rachunek za przeładowanie i trzydniowe problemy miał opiewać na ponad 40 tys. złotych, bardzo dużo jak na ukraińskie warunki prawne.
Temat rekordowo przeładowanych DAF-ów umilkł w 2019 roku, wraz z ostatnim doniesieniem o kontroli oraz finansowej karze za przeładowanie . Najwyraźniej dopiero wtedy skończyło się przyzwolenie dla tak ciężkich transportów.
















