Historia trzech wielkich protestów – trasę przez Brennero blokowano co kilka lat

Fot. Dino Fracchia

O autostradzie przez przełęcz Brennero słyszymy obecnie głównie w kontekście problemów. Austriacy rozszerzają ograniczenia dla samochodów ciężarowych, w pewnym momencie wprowadzając nawet zakazy ilościowe. Do tego dochodzi ograniczenie prędkości do 60 km/h, niekończący się zakaz wyprzedzania oraz pomysły podwyższenia opłat. Przewoźników chce się po prostu zniechęcić do korzystania z tej trasy, choć w tym samym czasie natężenie ruchu stale rośnie.

A gdyby tak zaprotestować przeciwko tym utrudnieniom, gdyby pokazać siłę branży transportowej i tymczasowo sparaliżować ruch przez całą zachodnią Austrię? No cóż, właściwie wszystko to już zostało kiedyś sprawdzone. Protesty niezadowolonych przewoźników odbyły się trzykrotnie, w 1978, 1984 oraz 1989 roku. I z tego tylko drugi z nich zakończył się bezpośrednim sukcesem.

1978

W latach 70-tych Austria nagle stała się istotnym krajem tranzytowym. Przyczyniły się do tego najróżniejsze czynniki, w tym także rozwój infrastruktury. W 1971 roku ukończono pracę nad autostradą przez przełęcz Brennero, w związku z czym droga w kierunku Włoch zyskała na popularność. Same Włochy też silnie rozwinęły import oraz eksport, dopiero co doświadczając cudu gospodarczego. A ponadto przez Austrię wiodła jedna z głównych tras na Bliski Wschód, którą każdego dnia pokonywały tysiące pojazdów. W końcu to właśnie w latach 70-tych rozwinęły się tego typu przewozy.

Poniżej zamieszczam reportaż z 1969 roku, gdy autostrada była już na ukończeniu. Wówczas nazywaną ją „Mostem Europy”, jako że wiadukt z Brennero był najwyższym mostem na całym kontynencie.

W odpowiedzi ten nagły napływ ciężarówek, w 1978 roku, Austriacy zdecydowali się na wprowadzenie dodatkowej opłaty drogowej. Z jednej strony, chcieli po prostu zarobić na masowo rozwijającym się tranzycie. Z drugiej zaś, tranzyt generował spore koszty, a austriacka sieć autostrad dopiero znajdowała się w rozbudowie. Z punktu widzenia małego, alpejskiego kraju takie opłaty wydawały się więc w pełni uzasadnione.

Powyższego poglądu nie podzielali jednak przewoźnicy. Wzrost kosztów przejazdu miał być naprawdę znaczący, oznaczając wyraźny spadek opłacalności transportu. Był to też okres, gdy opłaty drogowe dla ciężarówek nie występowały tak powszechnie jak dzisiaj. Były one raczej nowością i dlatego w branży pojawiło się tak ogromne poruszenie. W końcu padła też decyzja o proteście, która błyskawicznie obiegła Europę. Do akcji włączyły się firmy z najróżniejszych krajów, a media mówiły o tysiącach stojących ciężarówek.

Samochody z między innymi Niemiec oraz Holandii zdołali otoczyć Austrię kordonem granicznych blokad. Samochodów nie przepuszczano między innymi przez przełęcz Brennero, a więc na słynnej trasie wiodącej do Włoch. Zablokowano też autostradę z Monachium do Wiednia, czy nawet przejścia graniczne z Czechosłowacją oraz Węgrami. Łącznie uniemożliwiono ruch na aż trzynastu trasach! A że wszystko działo się na początku lipca, w pierwszy weekend sezonu urlopowego, paraliż na drogach był naprawdę ogromny. W zatorach utknęły zwłaszcza tysiące turystów, mogąc wjechać do Austrii tylko i wyłącznie drogami niskiej kategorii.

Protest nie powstrzymał jednak Austriaków przed wprowadzeniem nowych opłat. Nowe przepisy nie zostały zawieszone, a autostradowe blokady w końcu się rozjechały. Co więcej, austriacki pomysł spodobał się władzom wielu krajów, jak Włochy, Szwajcaria, czy nawet Węgry. Wszyscy byli bowiem zdania, że graniczne firmy powinny dokładać się do utrzymania tranzytowych trasach.

1984

Druga akcja została przeprowadzona w samym tylko Brennero. Co też bardzo istotne, wydarzenie miało miejsce w lutym, a więc w samym środku alpejskiej zimy. Dla samych kierowców ciężarówek oznaczało to więc w skrajnych warunkach pogodowych, a turystów był to paraliż tradycyjnego okresu narciarskiego.

Grupa samochodów ciężarowych, w większości austriackich oraz niemieckich, całkowicie zablokowała autostradowe przejście graniczne. Przez sześć dni nie przepuszczano jakichkolwiek pojazdów, a jedyny możliwy przejazd prowadził starą, typowo górską trasą. W efekcie w korku utknęło około 4 tys. samochodów ciężarowych, a zatory liczyły po 200 kilometrów. Dla ciężarówek trzeba był zamknąć nawet niemiecko-austriacką granicę w Kiefersfelden, gdyż przepuszczanie tych pojazdów po prostu nie miało żadnego sensu.

O akcji pisano w mediach z całego świata, od Moskwy, po Nowy Jork. Nie brakowało też dramatycznych doniesień, związanych postojami ciężarówek w trudnych, zimowych warunkach. Była między innymi historia transportu żywych zwierząt, w którym całe bydło zamarzło żywcem, w czasie stania w kolejce. Organizacje humanitarne musiały też dostarczać kierowcom żywność, a firmy odnotowywały wielotysięczne straty. Nie chcąc jednak powtórki z 1978 roku, przewoźnicy nawet nie myśleli, by ustępować.

Zdjęcie z kabiny jednej z zablokowanych ciężarówek:

Fot. Dino Fracchia

Niewielka część ze stojących pojazdów:

Fot. Dino Fracchia

Bezpośrednią przyczyną protestu było niezadowolenie przewoźników z pracy włoskiej służby celnej. O ile niemiecko-austriacką granicę można było przejechać w kilka minut, to włoska kontrola w Brennero oznaczała średnio siedem godzin oczekiwania. Podkreślam jednak słowo „średnio”, gdyż w szczególne złe dni stało się nawet po 20 godzin. Było to związane zarówno z uciążliwymi, włoskimi procedurami, jak i z niedoborem włoskich celników.

Problem z celnikami był głębszy, niż początkowo się spodziewano. W owym czasie służba celna była we Włoszech wyjątkowo źle opłacana, zwłaszcza jak na normy północnowłoskie. Jednocześnie władze Południowego Tyrolu – a więc skrajnie północnej, niemieckojęzycznej części Włoch – wywalczyły sobie językowe ograniczenia. Celnikiem w tej części kraju mogła zostać tylko osoba władająca językiem niemieckim. W praktyce więc uniemożliwiało to przeniesienie do Brennero celników z innych części Włoch.

Gdy jednak od tygodnia stoi jedna z najważniejszych autostrad w Europie, tego typu problemy jak najbardziej można rozwiązać. W wyniku międzynarodowych, włosko-austriacko-niemieckich spotkań, Włosi zgodzili się na reorganizację pracy w Brennero. Dla służby celnej udało się znaleźć dodatkowe 470 osób, a procedury zostały uproszczone dzięki zasadom zatwierdzonym przez Wspólnotę Europejską. Protest przewoźników zakończył się więc sukcesem, a ruch na granicy faktycznie się uspokoił i uległ przyspieszeniu.

1989

Po raz trzeci w Brennero zakotłowało się 31 lat temu. Protest dotyczył wówczas przepisu, który obowiązuje w Austrii do dzisiaj i utrudnił życie niejednemu przewoźnikowi. Mianowicie, Austriacy postanowili zakazać nocnego ruchu ciężarówek, z uwagi na skargi mieszkańców Tyrolu. A gdy dodano do tego ograniczenie prędkości do 60 km/h, firmy uznały, że ktoś chyba zaczyna przesadzać.

Głównym prowodyrami trzeciego protestu byli przewoźnicy włoscy oraz niemieccy. Bardzo symboliczny był przy tym widok, z bramkami w Brennero zablokowanymi przez cztery włoskie ciągniki. Szef jeden z największych północnowłoskich firm nie szczędził też ostrych słów krytyki. Jak twierdził na łamach gazety z Bolzano: w latach 30 za wszystko obwiniano Żydów, teraz obwinia się ciężarówki.

Protest po raz kolejny wydarzył się w newralgicznym okresie. Miało to miejsce w połowie września, gdy wielu turystów wracało jeszcze z wypoczynku we Włoszech. Gdy jednak ciężarówki zablokowały autostradę, cały ruch lżejszych pojazdów trzeba było skierować na górskie drogi niższej kategorii. Za to autostrada zamieniła się w parking dla nawet 6000 zablokowanych ciężarówek. Czerwony krzyż rozdawał kierowcom pożywienie, a blokada trwała przez łącznie osiem dni. Wszystko to możecie też zobaczyć na poniższym filmie, w postaci nagrania z niemieckojęzycznego dziennika telewizyjnego:

Tym razem sukcesu z 1984 roku nie udało się jednak powtórzyć. Nawet po tak długim proteście, władze Austrii nie chciały ustąpić, gdyż natężenie ruchu ciężarówek coraz bardziej dawało się im we znaki. Tamtejszy rząd czuł też obawy przed rokiem 1992, gdy miano wprowadzić wspólny, europejski rynek. Takie uwolnienie gospodarki miało zwiększyć tranzyt przez Alpy nawet dwukrotnie, a jednocześnie tylko Austria mogła obsłużyć pojazdy zmierzające z Niemiec do Włoch. W pobliskiej Szwajcarii nadal obowiązywał bowiem 28-tonowy limit DMC zestawu, w związku z czym jazda przez ten kraj nie miała najmniejszego sensu. Zresztą, Szwajcaria była tak naprawdę wzorem dla Austriaków, wprowadzając nocny zakaz pół wieku wcześniej. Obowiązywał on wówczas nieprzerwanie od 1934 roku.

????

Na koniec pojawia się pytanie, czy do tych trzech dat może dołączyć jeszcze czwarta? Czy Austriacy dokręcą śrubę tak bardzo, że współcześni przewoźnicy też zdecydują się na protest? I czy firmy z różnych krajów znajdą w sobie tyle solidarności, by znowu wspólnie zablokować Brennero? Osobiście powątpiewałbym zwłaszcza w tę drugą kwestię, wszak solidarność w przewozach chyba już dawno przeżywa kryzys. Transportowa Europa podzieliła się na dwa obozy, ponadnarodowe akcje po prostu trudno sobie wyobrazić.

Sam za siebie mówi fakt, że kiedyś nie było internetu, a firmy z różnych krajów potrafiły skoordynować protest na trzynastu różnych, austriackich granicach, przeciwko jednej opłacie. A dzisiaj, w dobie internetu, firmy operują na rynku pełnym znacznie poważniejszych problemów, jak sprzedawanie ładunków przez kilku pośredników na raz, branżowi giganci obcinający stawki do granic możliwości, kierowcy z drugiego końca świata zatrudniani na skandalicznych warunkach, czy nowe opłaty i kary wyrastające w każdym możliwym miejscu.