Groźne najechanie na zestaw stojący na pasie awaryjnym: S19 na łuku, za wzniesieniem

Z południowo-wschodniej Polski dociera kolejna przestroga przed zatrzymaniem na pasach awaryjnych dróg ekspresowych, a także przed poruszaniem się zbyt blisko nich. Na trasie S19 doszło bowiem do bardzo groźnie wyglądającego wypadku z udziałem dwóch zestawów, który skutkował całkowitym zniszczeniem jednego z ciągników siodłowych.

Wypadek miał miejsce w minioną środę, 10 czerwca, na trasie S19 w kierunku południowym, między Lublinem a Rzeszowem. Wydarzył się on na krętym odcinku w okolicach miejscowości Domosława, tuż przed MOP-em Bukowa Zachód, gdzie Mercedes-Benz Actros zatrzymał się na pasie awaryjnym. Ciężarówka stała przy tym na długim łuku w lewo, tuż za wzniesieniem, a więc w szczególnie niebezpiecznym miejscu o ograniczonej widoczności. Tymczasem prawym pasem nadjechała Scania serii R z wywrotką, której kierowca niestety nie zauważył tego niebezpieczeństwa i nie zdołał w porę uciec na lewo.

Scania nie tylko uderzyła w tył naczepy Mercedesa, ale też została wytrącona z toru jazdy i położyła się na prawym boku. Towarzyszące temu siły były tak duże, że kabina uległa zerwaniu z podwozia, a ponadto rama ciągnika uległa wyraźnemu zniekształceniu. Dodatkowo na jezdni rozsypała się część ładunku złomu przewożonego w naczepie wywrotki, co mogło stanowić zagrożenie także dla otoczenia.

Patrząc na pozostałości „R-ki”, aż trudno uwierzyć, że jej 26-letni kierowca odniósł tylko niegroźne obrażenia. Obywatel Polski trafił co prawda do szpitala, ale miało to na celu głównie przeprowadzenie kontrolnych badań. Kierującemu Actrosem, 40-letniemu obywatelowi Serbii zupełnie nic się nie stało. Jeśli natomiast chodzi o odpowiedzialność za całe zdarzenie, to obarczono nim kierowcę Scanii. Jak poinformowała Komenda Powiatowa Policji w Nisku, 26-latek otrzymał mandat w wysokości 1500 złotych oraz 10 punktów karnych.

Nawiązując jeszcze do kwestii ze wstępu, warto podkreślić, że stojący na pasie awaryjnym zestaw po prostu musiał wystawać na pas ruchu. Co więcej, uwzględniając fakt, że droga układała się akurat w łuk, musiał wystawać bardzo znacząco, zwłaszcza w przypadku naczepy. Wynika to z parametrów technicznych polskich dróg ekspresowych, a konkretnie z tego, że przepisy przewidują na nich bardzo wąskie pasy awaryjne. Ich całkowita szerokość, wraz z elementami infrastruktury, to 2,5 metra, a więc mniej niż szerokość ciężarówki. Jeśli natomiast dodamy do tego fakt, że polskie „S-ki” mają też stosunkowo wąskie pasy ruchu, a zakaz wyprzedzania zamienił te pasy w jedne wielkie korowody ciężarówek, które nie mogą spokojnie się rozjechać, przepis na wypadki jest niestety gotowy…