Litewska Girteka zwykła określać się największym europejskim przewoźnikiem opartym na własnej flocie. W chwili obecnej jest to ponad 6 tys. ciągników oraz 7 tys. naczep, których powolnego ruchu trudno nie zauważyć na drogach. Od pewnego czasu przedsiębiorstwo coraz częściej mówi jednak o korzystaniu z podwykonawców, a centrum tej przemiany postanowiono ulokować właśnie w Polsce.
Firma opublikowała wczoraj komunikat o bardzo wymownym tytule „Girteka stawia na Polskę – kierunek dla spedycji i operacji transportowych”. Można się z niego dowiedzieć, że nowo powstałe biuro spedycyjne w Warszawie, działające od stycznia 2025 roku, zatrudnia obecnie około 15 osób, ale w planach jest już siedmiokrotne powiększenie tej załogi. Girteka chciałaby więc zatrudnić w Warszawie około 100 osób zajmujących się spedycją.
Nowi spedytorzy otrzymali bardzo konkretne zadanie. Ma nim być pięciokrotne zwiększenie udziału podwykonawców we wszystkich przewozach całopojazdowych realizowanych przez firmę. W chwili obecnej ciężarówki należące do innych przewoźników obsługują około 5 procent ładunków Girteki. Plany przewidują natomiast zwiększenie tego odsetku do 25 procent, a więc już co czwarty ładunek ma trafiać na pojazdy z zewnętrznych firm. Wskazuje się przy tym na zestawy z naczepami chłodniczymi oraz kurtynowymi, zarówno standardowymi, jak i typu mega.
Przy okazji Girteka zapowiedziała spore zmiany w swojej podpoznańskiej bazie, zorganizowanej w byłej fabryce autobusów MAN-a. Firma szykuje tam wdrożenie nowej metodologii zarządzania LEAN, a także nowych systemów zarządzania kadrami SAP, które mają zwiększyć wydajność tego obiektu. Wszystko to ma być elementem przygotowania pod wielkie zakupy flotowe, w ramach których w latach 2025-2026 chce się pozyskać tysiące nowych zestawów. O tej ostatniej decyzji już pisałem, w następującym artykule: Girteka dobierze sprzęt za 173 miliony euro – plan na kolejne 4 tys. zestawów












