Gabaryty, low decki, pięcioośki i HDS-y: diesle, których nie da się objąć zakazami

Przy oficjalnych rozmowach na temat elektryfikacji transportu coraz częściej można usłyszeć stwierdzenia w następującym stylu: elektryczne modele są gotowe, czekają na dowolną pracę i wystarczy tylko je zakupić. Coś takiego padło chociażby w czasie wiosennej wizyty Europejskiego Komisarza ds. Zrównoważonego Transportu i Turystyki w siedzibie firmy MAN (opisywanej tutaj). Wystarczy jednak szybkie spojrzenie na europejskie drogi, by zdać sobie sprawę, że mowa o stwierdzeniach oderwanych od rzeczywistości. Stąd bardzo wymowne zasady, które postanowiono wprowadzić w Holandii.

W okresie 2025-2029 aż 29 holenderskich miejscowości ma wprowadzić strefy z całkowitym zakazem ruchu samochodów spalinowych. Obostrzenia te obejmą także samochody ciężarowe, nawet jeśli będą one wykonywały przejazdy docelowe, na przykład na za- i rozładunki. Tym samym ogromna część holenderskich przewoźników po prostu musi wyposażyć się w elektryki. Niemniej nawet w obliczu tak restrykcyjnego podejścia do tematu, Holendrzy po prostu musieli wprowadzić pewne wyjątki. Gdy bowiem zweryfikowano możliwości techniczne ciężarówek elektrycznych, szybko zauważono bardzo trudne do rozwiązania problemy.

Jak poinformował dzisiaj holenderski magazyn „Truckstar”, wyjątki obejmą te pojazdy, których po prostu nie da się zamienić na elektryki. Może to wynikać z braku odpowiednio wytrzymałych podzespołów, odpowiednio pojemnych baterii lub odpowiedniej ilości miejsca na baterie. Stąd umieszczenie na liście zwolnień z zakazów między innymi ciągników siodłowych pod zestawy o masie całkowitej powyżej 50 ton, ciągników z siodłami na poziomie poniżej 105 centymetrów, a także samochodów ciężarowych z wieloosiowym napędem, jak na przykład 4×4, 6×6, 8×8 lub nawet 10×8. Do bezemisyjnych stref wjadą też spalinowe ciężarówki z ciężkimi żurawiami, a także samochody przewożące ładunki niebezpieczne, jako że napędy elektryczne nadal nie zostały dopuszczone do wybranych klas ADR. Wyjątki będą przyznawane dla konkretnych egzemplarzy, na określony czas, mogący wynosić nawet kilkanaście lat.

Powyższa lista dobitnie pokazuje, jak ograniczona pozostaje użyteczność ciężarówek elektrycznych. A przy okazji dochodzimy tutaj do pewnego absurdu, który może zacząć zachodzić na holenderskim rynku. Może się bowiem okazać, że lokalni przedsiębiorcy masowo zaczną kupować ciągniki typu low deck, nawet do prac zupełnie niepotrzebujących takiego układu, tylko po to, by uzyskać siodło na poziomie poniżej 105 centymetrów.

Na zdjęciu: Renault Gamy K 10×8 na holenderski rynek