
Trzeba przyznać, że o takim wydaniu dawno się w Polsce nie mówiło. Mamy tutaj bowiem całą grupę nowych ciągników o gazowym zasilaniu, a jednocześnie o wyposażeniu typowym dla transportu dalekobieżnego.
Firma Everest Logistics Services z Sierpca w województwie mazowieckim, zajmująca się przewozami międzynarodowymi, zdecydowała się na sześć nowych ciągników Volvo FH Aero 500 LNG. Każdy z tych samochodów ma pod kabiną silnik z wtryskiem typu HPDI, pozwalający mieszać gaz ziemny z minimalną domieszką oleju napędowego. Przekłada się to na osiągi znane z silników wysokoprężnych, choć wiąże się z ograniczonym zasięgiem, wynoszącym około 1000 kilometrów na jednym tankowaniu.
Nowe gazowce wyjechały od autoryzowanego dealera NIJWA w Rzgowie i pomimo typowo flotowego wyglądu otrzymały dosyć bogate wyposażenie. Każdy egzemplarz ma między innymi zintegrowaną klimatyzację postojową I-Park Cool, 24-calowy telewizor na podwyższeniu dachu, pełen pakiet systemów bezpieczeństwa, skórzaną kierownicę oraz kamery zastępujące lusterka boczne. Za to kabiny dobrano w tylko średnim wariancie, a więc są to Globetrottery bez maksymalnie podwyższonego „XL-a”
Co natomiast sprawiło, że w 2026 roku – gdy gazowce nie podlegają już zwolnieniu z opłat drogowych – firma zdecydowała się właśnie na FH Aero LNG? O odpowiedź na to pytanie jest naprawdę nietrudno. Przede wszystkim trzeba podkreślić, że prezentowane ciągniki mogą jeździć nie tylko na kopalnianym gazie ziemnym, ale też na wytwarzanym z odpadów biogazie. Paliwo to zapewnia podobne ograniczenie emisji CO2, jak w przypadku jazdy na prądzie, co ma znaczenie u coraz większej liczby klientów (potrzebujących zaświadczeń o bezemisyjnym transporcie do swoich rozliczeń). Ponadto biogaz jest obecnie bardzo tani, a na pewno znacznie tańszy niż olej napędowy. Zwłaszcza w Niemczech można liczyć na ceny poniżej 1 euro za kilogram, a więc o połowę niższe niż koszty tankowania diesla.
Zdjęcia opublikowane przez samego przewoźnika:














