OFERTY PRACYKONTAKT
665
Opublikowane 21 Listopad, 2014

Elektryczny Nissan e-NV200 – jazda próbna 40ton.net – jakby samochód dostawczy zamienił się w limuzynę

Ten wpis w dziale “Testy” będzie wyraźnie różnił się od poprzednich. Nie będzie tutaj można poczytać ani o kabinie, ani nawet o części ładunkowej. Dlaczego? O obu tych rzeczach już po prostu pisałem, prezentując Nissana NV200 z popularnym, 1,5-litrowym silnikiem dCi, którego test czeka TUTAJ. Poniżej będzie można przeczytać o aucie niemalże takim samym, lecz wyposażonym wyłącznie w silnik elektryczny. Nissan e-NV200, bo to o nim mowa, jest niewielkim samochodem dostawczym, który nie jest w stanie spalić ani grama klasycznego paliwa. Pod jego maską próżno szukać bowiem ani konstrukcji benzynowej, ani nawet diesla – znajdziemy tam tylko motor elektryczny o mocy 80 kW (około 108 KM). Pod podłogą ładowni nie umieszczono natomiast żadnego zbiornika paliwa, lecz zestaw akumulatorów, które przy odpowiedniej jeździe mają wystarczyć na przejechanie po lokalnych drogach nawet 170 km. Wszystko to brzmi względnie przekonująco, lecz pozostaje pytanie jak sprawdza się to w praktyce? Właśnie na to pytanie postaram się odpowiedzieć, mająca za sobą godzinną przejażdżkę po zatłoczonych ulicach Warszawy, którą odbyłem przy okazji dziennikarskiej premiery auta w Polsce.

nissan_env200_01

Słowem wstępu

Samochody elektryczne nigdy nie wzbudzały we mnie wielkiego entuzjazm. Wręcz przeciwnie, przez szyby mojego paliwożernego Alfa Romeo “w benzynie” zawsze z poczuciem lepszości spoglądam na posiadaczy Toyoty Prius, kiwając z uznaniem głową na widok dymiącego Steyra, który przeładowany próbował próbuje podjechać pod wzniesienie z pełnym ładunkiem drewna. Z drugiej jednak strony mam w życiu takie szczęście, że mogę oceniać nowe samochody, a jeszcze od czasu do czasu ktoś mi nawet za to zapłaci, co sprawia, że muszę być po prostu obiektywny. I właśnie z takim obiektywnym nastawieniem postanowiłem podejść do e-NV200. Siadłem za kierownicą, wcisnąłem przycisk i ruszyłem na miasto, po raz pierwszy w życiu za kierownicą auta w pełni elektrycznego.

Smartfon na kołach

Zacznę od małej ciekawostki – uruchamianie Nissana e-NV200 można porównać do włączania telewizora. Po prostu wciskasz przycisk, na desce rozdzielczej rozświetla się duży wyświetlacz z wirtualnym prędkościomierzem i… nic innego się nie dzieje. Jeśli jednak wciśniemy hamulec i przesuniemy nastawnik bezstopniowej “skrzyni biegów” na pozycję jazdy do przodu, możemy ruszać. Oczywiście nie towarzyszy temu żaden dźwięk, auto toczy się do przodu praktycznie bezszelestnie, dzięki czemu w środku panuje całkowita cisza. Stan ten utrzymuje się do około 40 km/h, gdyż później coraz bardziej słyszymy opony, pracę zawieszenia oraz szum wiatru. Nie zmienia to jednak faktu, że przy wyższych prędkościach w e-NV200 jest równie głośno, co w świetnie wyciszonym samochodzie osobowym wysokiej klasy, czyli po prostu przyjemnie cicho. Do tego dochodzi jeszcze piękna płynność jazdy – tutaj nie ma co szarpnąć, bo przecież napęd oparty jest przede wszystkim na kablach.

nissan_env200_07

Szybko lub wolno

No właśnie, skoro już jesteśmy przy napędzie, to warto wspomnieć o dynamice 80-kilowatowej jednostki, która była naprawdę wyjątkowa. Silnik elektryczny ma bowiem to do siebie, że w żaden sposób nie trzeba wkręcać go na obroty – maksymalny moment obrotowy dostępny jest po prostu od zera, czyli ruszając ze świateł już mamy go w całości do dyspozycji. Efekt jest taki, że po wciśnięciu gazu do ziemi e-NV200 przyśpieszało niczym mała rakieta, wydając przy tym dźwięk porównywalny z piskiem startującego metra. Jeśli jednak nie zależy nam na takim przyśpieszeniu, nastawnik “skrzyni biegów” można przestawić na pozycję “B”, w której moc napędu jest ograniczona, samochód robi się mułowaty, ale jednocześnie oszczędza energię. Co więcej, przy puszczeniu pedału gazu uruchamia się wówczas system odzyskiwania energii z kół, co skutecznie wyhamowuje auto. W ciągu kilku sekund można w ten sposób zwolnić 50 do 25 km/h, co w gęstym ruchu okazało się być całkiem wygodną sprawą.

Jak dwa diesle

W czasie dynamicznej jazdy po mieście, z ciągłym przyśpieszaniem w szybkim trybie, zasięg naprawdę spadał w oczach. Jadąc ekonomicznie, z drążkiem ustawionym na “B”, wskaźnik oczywiście się uspokajał, lecz przejechanie aż 170 km bez ładowania musi wymagać sporej wprawy i po prostu chęci. Co natomiast z ładowaniem? Tutaj jest naprawdę nieźle, pod warunkiem skorzystania z szybkiej ładowarki, którą można sobie oczywiście kupić. Ja taką szybką ładowarkę wypróbowałem w jednym z warszawskim salonów Nissana i w ciągu zaledwie kilku minut dorzuciła mi ona do stanu baterii aż kilkanaście procent!

Cena? I tutaj pojawia się problem – e-NV200 kosztuje dwa razy tyle co model wysokoprężny, gdyż cennik rozpoczyna się od 108 tys. zł netto. Pocieszenia są trzy, mianowicie bardzo bogate wyposażenie standardowe, ładowność o kilkadziesiąt kilogramów większa niż w dieslu, a także minimalne wydatki na eksploatację, bo prąd jest, natomiast oleju i rozrządu tutaj raczej nie wymienimy. Niemniej ewentualny zakup trzeba by dobrze przeliczyć, sprawdzając, czy dwukrotnie większy wydatek po prostu się opłaci.

nissan_env200_08

Podsumowanie

Spójrzmy prawdzie w oczy – dla większości potencjalnych użytkowników niewielkiego auta dostawczego, samochód to po prostu miejsce pracy, w którym jeździ się po mieście, je kanapki, rozmawia przez telefon, rozwozi wszelkiego rodzaju pakunki, wiecznie jest się spóźnionym, a do tego trzeba stać w korkach. W takich warunkach e-NV200 sprawdzi się natomiast po prostu lepiej niż wersja spalinowa, gdyż jest niesamowicie cichy, jeździ płynniej, nie ma żadnych biegów, a do tego jest bardzo dynamiczny. To jakby kurierski “bus” jeździł porównywalnie z luksusowym autem osobowym, o czym marzy przecież niejeden kurier. Do tego mamy zasięg, który tak naprawdę wystarczy na cały dzień pracy w bardzo gęstym ruchu miejskim, natomiast problemami moralnymi pokroju “co to za samochód, skoro bez silnika?! profanacja!!” raczej bym się nie przejmował, bo jazda NV200 1.5 dCi do szczególnie interesujących przeżyć motoryzacyjnych przecież też nie zależy. Głównym problemem pozostaje więc cena…

Galeria zdjęć z prezentacji:

nissan_env200_04 nissan_env200_05 nissan_env200_06 nissan_env200_08 nissan_env200_01 nissan_env200_02 nissan_env200_03 nissan_env200_07 nissan_env200_09 nissan_env200_10

Ten wpis ma 2 komentarzy

  1. kiełek napisał(a):

    Skoro nie zrobi nawet tych 170 km bez ładowania to równie dużym problemem jak cena jest zasięg. 170km to dość mało na dzień pracy :P.

  2. raptownywaldek napisał(a):

    170km to malo.Przeciez ma sluźyc nie jako auto w kurierce a na dojazdy do pracy .Przy ladunku to on nie zrobi polowy teto co obiecuje producent.Ale na dojazdy ok 100km dobry patent.Policzyc koszty serwisowania np przez 7lat i wyjdzie pewno ze sie zwroci.

Odpowiedz





Dane wpisane w formularzu będą przetwarzane w celu dodania komentarza zgodnie z naszą polityką prywatności.