OFERTY PRACYKONTAKT
rekrutuj 40ton665
Opublikowane 14 Styczeń, 2018

Dzisiaj mija rocznica zatonięcia promu MF Jan Heweliusz, na którym w 1993 roku tragicznie zginęło 55 osób

Poniższy tekst pochodzi już z 2016 roku. Z uwagi na 25. rocznicę przywróciłem go na stronę główną.


Przy czytaniu tego artykułu proponuję uruchomić powyższe nagranie. Jest to zapis wzywania pomocy przez polski prom Jan Heweliusz, który zetknął się z przerażającym sztormem na Morzu Bałtyckim. I choć z nagrania niewiele można zrozumieć, to gwarantuję, że wpłynie ono na Wasz odbiór tekstu.

Dokładnie dwadzieścia pięć lat temu, 14 stycznia 1993 roku, MF Jan Heweliusz, czyli polski prom norweskiej produkcji, pływający między Świnoujściem a Ystad, zatonął. Wraz z nim morze pochłonęło 20 członków załogi i 35 pasażerów, a wśród tych ostatnich naturalnie wielu kierowców ciężarówek, których to 28 egzemplarzy znajdowało się w części samochodowo-kolejowej. Byli to kierowcy z Austrii, Czech, Jugosławii, Polski, Norwegii, Szwecji i Węgier, zatrudnieni w tak znanych firmach, jak Pekaes, Scanspol, Danzas, Schenker, ASG Logitics, czy też Hungarocamion. Pierwsza z tych firm, nasz rodzimy Pekaes, miała na pokładzie trzy zestawy załadowane krzewami, cebulą oraz plazmą krwi, zaś warszawski Scanspol stracił Volvo z ładunkiem szklanych butelek i Scanię załadowaną płytami wiórowymi A jak te samochody wyglądają po dwudziestu latach, można zobaczyć na poniższym filmie z 2013 roku:

Dlaczego jednak prom zatonął? Jak to w przypadku tego typu katastrof bywa, pojawia się wiele teorii dotyczących złego stanu technicznego statku, czy też błędu kapitana. Sama Odwoławcza Izba Morska tuż po wypadku wymieniła właśnie te dwa elementy jako winne, zaś przeszłość statku mówiła sama za siebie. Wielokrotnie miał on problemy z utrzymaniem równowagi na morzu, siedem lat wcześniej wybuchł na nim pożar, spalona część pokładu została nielegalnie zalana betonem, nie brakowało usterek napędu, a i tuż przed wypadkiem Jan Heweliusz lekko uderzył o nabrzeże i był naprędce naprawiany. Czy jednak winny był także kapitan? Biorąc pod uwagę warunki pogodowe, pan Andrzej Ułasiewicz naprawdę niewiele mógł zrobić. Co więcej, do końca pozostał on na mostku, koordynował akcję ratunkową i zatonął razem z promem, a dłuższy czas po katastrofie w końcu odwołano postawione mu pośmiertnie zarzuty.

Tymczasem pamięć o wspomnianej pogodzie jeszcze długo pozostanie żywa. Odnotowany tamtej nocy sztorm zamknął słynną skalę Beauforta, a nawet przekroczył jej maksymalne wartości. Wiatr osiągał 150-160 km/h, co nawet dla promu będącego w idealnym stanie mogłoby być zgubne. Fale były tak ogromne, że nie pomogło ustawianie statku przodem do nich, po pokładzie zaczęły przesuwać się ciężarówki, przy których puściły mocowania, a do tego swoje zrobiły wagony kolejowe, które w większości trzymały się tylko i wyłącznie na szynach. Skutkowało to coraz większym przechyłem, szybkim nabieraniem wody i po prostu postępującym podtapianiem całego promu. W końcu padł więc sygnał, że wszyscy mają opuścić statek.

Rozpoczęła się akcja ratunkowa, mająca wyjątkowo tragiczny przebieg. Przechył statku utrudniał spuszczanie szalup ratunkowych, a gigantyczne fale przewracały tratwy i zalewały je wodą. Praca służb ratunkowych wyglądała niestety niewiele lepiej – rozbitkom spuszczono siatki, ale nie udzielono żadnej pomocy przy wspinaniu się na nie, przez co osłabieni marynarze i pasażerowie nie mieli jak z nich skorzystać. Był także przypadek przewrócenia tratwy ratunkowej przez linę z helikoptera ratunkowego i przewrócenia jej do góry dnem. Uwięzione zostały w ten sposób trzy osoby, które nosząc kapoki nie mogły wypłynąć spod tratwy i tym samym utonęły. W szczególnie trudnej sytuacji byli pasażerowie, w tym kierowcy, z których nie ocalał po prostu nikt. Ciepłe ubrania pozostawiali oni w kabinach ciężarówek i wpadali do lodowatej, styczniowej wody w samej bieliźnie lub w piżamach.

Wszystko to sprawiło, że lista uratowanych była wyjątkowo krótka. Z 64 wszystkich osób przeżyło jedynie 9 członków załogi, w tym między innymi dwóch oficerów, kucharz i elektryk. Poprzez utonięcie lub wychłodzenie organizmu odeszli natomiast następujący pasażerowie: Ingvar Andersson, Lajos Balzas, Vaclaw Condil, Karol i Sylwia Eichert, Josef Furulyas, Małgorzata Gajowska, Agnieszka Goldman, Czesław Gorlewski, Witold Greda, Ingvar Kjell Hakansson, Roy Halvorssen, Conny Irskog, Zdenek Jurik, Bo Karlsson, Marek Kośny, Andrzej Kozłowski, Witold Krawczyk, Lars Borje Lenartsson, Per Martens, Peter Olsson, Henryk Owczarczyk, Ryszard Pałka, Erwin Pappenscheller, Władysław Półtorak, Jochan Reischer, Istvan Small, Zdzisław Sosnowski, Witold Staszkiewicz, Radka Milena Vasić, Dymitr Vasić, Ferenc Vegh, Michaly Warga, Peter Weissenbacher i Barbara Zaborska. O ogromnym szczęściu mogą natomiast mówić kierowcy, którzy na prom się spóźnili, jako że podobno odnotowano takie przypadki, między innymi w Pekaesie.

Wszystkich zainteresowanych zapraszam także do zapoznania się z programem na ten temat przygotowanym przez TVP Historia. Produkcję tę można znaleźć na YouTube, poniżej:

WYKOP ten tekst!

Ten wpis ma 45 komentarzy

  1. k2 napisał(a):

    do tej pory pamiętam nasze przerażenie,gdy oglądaliśmy z rodzicami wiadomości. siedzieliśmy i płakaliśmy. nie zapominajmy nigdy o tym.

  2. Janka napisał(a):

    Plotka mówiła że Kucharz z Heweliusza pływał później dalej na Koperniku bliźniaczo podobnym promie na tej samej trasie z Świnoujścia do Ystad

  3. Zubi_ napisał(a):

    Znajomy rodziny przepuścił kolegę, bo tamtemu się właśnie spieszyło, a znajomemu nie. Do dzisiaj to wspomina. Nigdy już nie pojechał w trasę, gdzie miał być prom.

  4. arien1916 napisał(a):

    Ojciec opowiadał ze jeden kierowca z PEKAESU nie zdąrzyl na prom zaspal budzik mu nie zadzwonij pedzil jak wariat klal ze nie zdarzyl a potem jak sie dowiedzial ze Heweliusz zatonal to w pierwszym lepszym napotkanym kosciele 3h spedzil i sie modlil ze zaspal i za tych co zgineli

  5. kierowca napisał(a):

    Czekam ten artykuł na promie m/f Wolin z Treleborga do Świnoujścia i włos mi się na głowie jeży tym bardziej ze prom od dwóch godzin stoi to kotwicy przed portem w Świnoujściu ponieważ jak poinformowała nas zaloga nie możemy wejść do portu z powodów technicznych.

  6. Tołdi napisał(a):

    To były czasy dzikiego kapitalizmu – granice otwarte, nagły wzrost zapotrzebowania na wszelkiej maści towary z tzw. Zachodu i na Zachód. Firmy transportowe pojawiały się jak grzyby po deszczu, tak samo, jak prywatni armatorzy, typu Euroafrica, do którego należał wtedy Heweliusz. Gospodarka dopiero raczkowała w kierunku jakichś cywilizowanych ram, ale póki co funkcjonowała jeszcze na wariata, zatem przymykano oczy na wiele zaniedbań, także w transporcie morskim. Kumulacja tych zaniedbań i niepohamowana niczym, nawet 12 stopniami skali Boforta, chęć zysku, doprowadziła do tej i wielu pomniejszych tragedii.
    To była “tylko” jedna z cen doi zapłacenia, za to iż Polska od paru lat mogła szczycić się obecnością w Europie i wolnym rynkiem.

    • pete379 napisał(a):

      Sztormowi zamykającemu skale Beauforta nie poradzi nawet supernowoczesna jednostka. Kuzyn pływa i opowiadał, że są na świecie miejsca, gdzie nagle z klarownej pogody robi się mglista “zupa” a potem pojawiają się fale, które potrafią złamać statek. Nikt w to kiedyś nie wierzył- uznawano za marynarskie zabobony i legendy, aż naukowcy nie potwierdzili, że występują takie, lub samoistne zatonięcia jednostek z powodu uwalnianych bąbli gazów z podwodnych wulkanów.
      Z tego co słyszałem, to prognoza nie przewidywała w czasie rejsu sztormu tej siły i pojawił się on znikąd…

  7. Człowiek napisał(a):

    Ja zaś słyszałem historię o znajomym, że gdy jechał na prom to go policja zatrzymała po drodze i tyle czasu go trzepali, że w ostatnim momencie się spóźnił.
    Chociaż nie wiem jak bardzo prawdziwa jest ta historia, czy to bajka, bo jeżeli to wszystko to prawda, to ten feralny kurs był chyba rekordowo “spóźniony” przez kierowców.

  8. Tołdi napisał(a):

    Ale to jest oczywista rzecz, że zawsze ktoś się spóźnił i przeżył lub był gdzieś przed czasem i też przeżył lub…zginął. Taki ślepy los można by rzec. Tak samo jak z wypadkami drogowymi. Zawsze na kogoś trafi, ale jakby ten ktoś wczesniej stanął na siusiu, to może by żył?…Np. jak ten chłopak z czarnego punto rozjechany przez MANa z cysterną…

  9. egon napisał(a):

    w tamtych latach sporo pływałem i z polski i z niemiec z sasnitz do treleborga i z puttgarden do robby itd , od tej katastrofy wchodząc pod pokład w plątaninie korytarzy zawsze starałem sie zapamietac drogę ew ucieczki , ten prom wybudowany w 1977 r od samego poczatku mial wiele wypadków a szwedzi nazywali go -hawarius czyli nieszczesny pechowy , miał problemy ze stabilnością i zbiornikami balastowymi , dlaczego wypłyneli w taka pogode ? nikt nie ostrzegł kapitana ? prom mial wiele usterek i to one zaważyły na jego losie , kapitan chciał ratowac prom z przechyłu ze ster burty ale przeszedł za bardzo za linie wiatru być moze nie zadzałały pompy na zbiornikach i złapali przechył na bak burte -to oficjalna wersja przyczyny wypadku , od wielu lat jestem zeglarzem i wiem z doswiadczenia ze nawet proste manewry jak zwrot przez sztag czy przez rufe w złych warunkach pogodowych są naprawde trudne i niebezpieczne – część ich pamięci

  10. k2 napisał(a):

    Smutny jest fakt,że o tej katastrofie wspominasz tylko Ty. Na żadnym innym portalu informacyjnym nie ma nawet wzmianki.

  11. Jacek Machocki napisał(a):

    Pamiętam tę tragedię aż za dobrze. Byłem wtedy szefem SCANSPOL. Dwa mało istotne sprostowania. Po pierwsze – Nikt z pracowników SCANSPED nie zginął w katastrofie. Zginęli dwaj pracownicy SCANSPOL (Witold Gręda i Zdzisław Sosnowski), polskiej spółki, należącej do SCANSPED. Niektóre nasze auta były oznakowane SCANSPOL na ciągniku i SCANSPED na naczepie stąd widoczne na niektórych filmach z wraku różne oznakowanie ciężarówek. Po drugie – jeden z samochodów SCANSPOL to było VOLVO z ładunkiem butelek a drugi to SCANIA z płytami wiórowymi.

    • Filip (autor 40ton.net) napisał(a):

      Bardzo dziękuję za sprostowanie, niestety takie błędne informacje krążą od lat w internecie. Tekst został właśnie poprawiony.

  12. Śmietan napisał(a):

    A czemu nikt tego nie wytargał spod wody?

  13. Darek napisał(a):

    Dzisiaj w nocy byłem na promie Jan Śniadecki załoga Euroafrica zrzucała wieniec w okolicach wraku Heweliusza piękny gest ku czci zmarłych.
    A kucharz z Heweljusza do dziś pływa na Sniadeckim

  14. ASP napisał(a):

    Ponieważ koszty tej akcji byłyby większe niż wartość złomu. Ja od siebie mogę dodać pewną i prawdziwą wiadomość, iż na promie zginął zmiennik mojego ojca , który robił ostatni kurs w Pekaesie przed emeryturą. Niestety ten kurs okazał się ostatni … w życiu.

  15. Bosman napisał(a):

    Spędziłem 3 miesiące podcza akcji ratowniczej na ORP LECH.
    Chyba największa tragedia na morzu Bałtyckim.
    Cześć ich Pamięci

  16. Janek napisał(a):

    Z Wikipedii:
    “W sumie prom miał przed zatonięciem 28 wypadków: przechylał się na pełnym morzu, dwukrotnie przewracał się w porcie, zderzał z kutrami rybackimi, a we wrześniu 1986 roku wybuchł na nim pożar.
    Armator wykonał nielegalny w prawie morskim remont i zalał spalony pokład betonem (potem stwierdzono że nielegalna wylewka betonu przeciążyła go o 115 ton i powiększyła problemy ze statecznością, które miał już od pierwszego rejsu ze względu na wadliwie zbudowaną nadbudówkę oraz wadliwy system balastowy).
    (…)
    Na bliźniaczym promie Heweliusza – Koperniku na przyrządzie do pomiaru siły wiatru skończyła się skala. Mimo to wszystkie promy wyszły tej nocy w morze, bo ruch był olbrzymi – następne ciężarówki już czekały na nabrzeżu na przeprawę do Szwecji.
    Jan Heweliusz wyszedł w morze pięć minut po północy – 14 stycznia 1993 roku z 2-godzinnym opóźnieniem ze względu na remont furty rufowej. Pięć minut wcześniej port opuszczał prom MF Silesia. Został on zaraz na podejściu do Świnoujścia wyprzedzony przez MF Jan Heweliusz, który z pełną prędkością kierował się do Ystad, aby nadrobić opóźnienie.
    Ze względu na silny wiatr boczny wbrew zaleceniom załoga uruchomiła system kompensacji przechyłu (system ten przeznaczony jest do wyrównania obciążenia ładunkiem i przed wyjściem w morze powinien był być dezaktywowany, gdyż nie jest w stanie reagować na nagłe zmiany przechyłu statku). W wyniku chwilowego zmniejszenia naporu wiatru statek zmienił kurs, przez co wiatr zamiast działać na zabalastowaną burtę działał na przeciwległą i dwie dotychczas równoważące się siły zostały zsumowane.”

    Edward Kurpiel, jeden z 9 ocalałych tak wspomina:

    “Podczas omawiania katastrofy powiedziano nam, że 2 tygodnie wcześniej zawiązała się silna wichura u wybrzeży Wielkiej Brytanii. Stale przybierała na sile – 120, 140, 160 km/h. Burza zaczęła przybierać formę tornada i przesuwać się w kierunku Niemiec. Myśmy o tym wcale nie wiedzieli, bo nie było żadnego komunikatu.

    Nie wiedząc o wichurze kapitan wyszedł ze Świnoujścia. I na całe nieszczęście dla nas, to tornado, które wcześniej wyglądało tak, jakby miało iść w kierunku lądu, nagle zakręciło i zaczęło już iść w kierunku Bałtyku. Było tak blisko, że jak nadano ostrzegawczy komunikat i radiooficer go odbierał, to niestety byliśmy już na morzu i nasze drogi się przecięły. Tornado uderzyło w nas. Inne promy, które były na wodzie, ale były z boku, dalej, przetrwały. Tam wszystko się powywracało, były straszne historie też, ale inne promy nie zatonęły. Nam by się też prawdopodobnie udało, gdyby nie było uderzenia bezpośredniego.

    Dlaczego doszło do tej katastrofy? Jakie są pana przemyślenia?

    Po prostu dlatego, że Niemcy nie nadali komunikatu, że idzie tornado. Dlatego nie było podstaw, żeby nie wychodzić.”

  17. Misza napisał(a):

    13 lat miałem jak zatonął Heweliusz. Ale pamiętam to wydarzenie. Dziś też jeżdżę na dużych i swego czasu bardzo często plywalem na Szwecje. Jak czytam ten artykuł to naprawdę łzy mi się pojawiły w oczach. Smutna,przykra historia.

  18. Michał napisał(a):

    Moj tata w tamtych czasach regularnie pływał do Szwecji po granit. Tego dnia spóźnił się na Heweliusza dokładnie 5 minut bo na rozładunku granitu w Mławie przewrócił się dziwg. Ja,mój brat i moja mama wiedzieliśmy że tata miał płynąć wtedy Heweliuszem ale nie wiedzieliśmy że się spóźnił a nie mógł nas poinformować bo w Gdyni połamane drzewa uszkodziły linie telefonicznie. Przeżyliśmy wtedy chwilę grozy.

    • Janek napisał(a):

      Kolejny “spóźniony na Heweliusza”.
      Spóźnił się dokładnie 5 minut i nie zdążył na prom który wypłynął w trasę z dwugodzinnym opóźnieniem . . .

    • Tolu8 napisał(a):

      Michałku ten prom pływał ze Świnoujścia.

      • Michał napisał(a):

        Widzę Panowie czytanie ze zrozumieniem nie jest waszą mocną stroną… My mieszkalismy w Gdyni i tam wtedy też bardzo mocno wiało więc niestety telefony wtedy w Gdyni nie działały i ojciec nie miał jak nas poinformowac. Na następny dzień spedycja poinformowała szefa mojego ojca że ten na prom nie wjechał. Gdybym myślał że prom pływał z Gdyni to zamiast się martwić to podiechał bym na terminal ( 3km) sprawdzić czy ojciec wjechał na prom. Z Gdyni wtedy pływał Lion ferry albo balanga Queen. Czy naprawdę uważacie że próbuje siać głupoty na forum? Chyba nie mam w tym żadnego interesu ale jeśli nie chcecie to nie musicie wieżyc. Raz jeden napisałem coś na forum ale widzę że tu jeden mądrzejszy od drugiego. Janek, czy to że prom wypłynął z opóźnieniem dwu godzinnym wyklucza możliwość spóźnienia się 5 minut? Pozdrawiam serdecznie specjalistów!

  19. Krzysztof napisał(a):

    Dokladnie Rok temu wracałem ze Szwecji na podobnej trasie co Heweliusz (i też był sztorm)… poznałem tam kierowce który opowiedzial mi ciekawą historię… dwadzieścia pięć lat temu płynęły tym promem rodzice jego koleg. Miała to być ostatnia trasa ciężarówką do Szwecji przed emerytura w którą postanowił zabrać żonę, No i pech tak chciał że była to ich ostatnia trasa w życiu …
    Nie wiem czy jest to prawdziwa historia Ale cała opowieść jaką wtedy usłyszałem brzmiała bardzo wiarygodnie no i wśród ofiar znajduje się też małżeństwo….
    Może ktoś to też potwierdzić????

    • Daniel napisał(a):

      Podobno był kierowca z PEKAESu, który wracał z ostatniej trasy przed emeryturą, zresztą masz to nawet w komentarzach tutaj. Jednak o żonie nic mi nie wiadomo, pierwsze słyszę 🙂

  20. Rastapopoulos napisał(a):

    Krzysztof, niestety tą historia nie jest prawdziwa. Wśród polskich kierowców jest taka dziwna przypadłość, że na hasło Heweliusz okazuje się, iż każdy z nich spóźnił się na ten prom lub w przypadku tych młodszych takie spóźnienie ocaliło jego ojca/wujka/kolegę ojca itp. Na ten rejs spóźniło się więcej kierowców niż na wszystkie inne odejścia w ostatnich 25 latach…

    Trzymając się faktów to na pokładzie nie było żadnego małżeństwa. Był ojciec z córką oraz para z córką. W tym drugim wypadku był to Jugosłowianin, który pracował w austriackiej firmie transportowej dla spedycji LKW Walter. Miał kilkuletnią córkę Milenkę z Polką mieszkającą w Gorzowie Wlkp. Zabrał swoją córkę i partnerkę w trasę do Szwecji i wszyscy zginęli. Ale nie było to żadne małżeństwo ani ostatni kurs przed emeryturą. Ostatni rejs przed odejściem z pracy na emeryturę miał wykonywać jeden z kierowców Pekaesu ale to już inna historia.

  21. Kier napisał(a):

    Pamietam to jak dzisiaj gdy TV transmitowala ten material na biezaco. Do tego ogladalem chyba wszystkie dostepne filmy na YT o tej katastrofie. Jednym z tych ktorzy zgineli w tej katastrofie byl kolegi wujek. Niestety, morze czasami bywa zdradliwe. Dlatego pracowac moge ale na kontynencie. Z przeprawami promowymi zakonczylem pare lat temu i nawet mnie to nie ciagnie.

  22. Lukas napisał(a):

    Takie sytuację się niestety zdarzają, choć nie powinny. Pamiętajmy jak ryzykowną mamy pracę.

  23. Strasznylis napisał(a):

    A na Koperniku dzisiejszym o 9:30 z Ystadowa pustki ,ośmiu płynęło właśnie dobijamy do Świńska

  24. Strasznylis napisał(a):

    Ps Rastapopoulos ma niestety rację przez 12 lat co pływam do Szwecji tyle historii o Heweliuszu się nasłuchałem że jakby zebrać do kupy wszystkich tych co się spóźnili albo nie dojechali albo znie zostali wpuszczeni przez celnika bo pieczątki brakowało to by się okazało że ten prom nie bierze kilkadziesiąt tylko kilkaset zestawów

  25. Piotr napisał(a):

    Rok teumu w 24 rocznicę plynalem promem ze Szwecji a dzis w 25 plyne do Szwecji. I w tym jak i w tamtym roku zapalilem znicz dla tych którzy zgineli na Heweliuszu. Niestety ale taki los moze spotkać każdego z nas dlatego w tym smiynym dniu zycze wszystkim kierowca tyle samo powrotów co wyjazdów

  26. tk napisał(a):

    Przeciez wtedy jezdzila garstka kierowcow na Szwecje.Moj ojciec plywal wtedy na Szwecje,ale sie akurat na Heweliusza nie spoznil.Ja zaczalem jezdzic w 1997r,to na Norwegie z promu zjezdzalem przewaznie ja,a jak spotkalem kogos na polskich blachach w Norwegii,to raz na dwa tygodnie.Na promach przewaznie powtarzali sie ci sami kierowcy,czy to z Gdyni,czy Swinoujscia.

  27. Arek napisał(a):

    Prawda taka ze kasa sie liczyla nie ludzie…nie wyplyniesz nie zarobisz

  28. Arek napisał(a):

    Czyli wiedzieli ze maja wadliwy stayek a ryzykowali..polska

Odpowiedz





Dane wpisane w formularzu będą przetwarzane w celu dodania komentarza zgodnie z naszą polityką prywatności.