Dwa wybuchy na stacji, 45 poszkodowanych i zarzuty dla kierowcy ciężarówki

4 lipca 2025 roku północno-zachodnimi przedmieściami Rzymu wstrząsnęła seria dwóch eksplozji. Były one następstwem wypadku, do którego doszło podczas rozładunku gazu LPG na stacji benzynowej. Kto natomiast może być za to zdarzenie odpowiedzialny? Jako pierwszy zarzuty usłyszał kierowca ciężarówki.

Śledczym udało się odtworzyć przebieg wydarzeń między innymi w oparciu o nagrania z monitoringów. Ustalono, że ciężarówka z gazową cysterną wjechała na stację około godziny 8:00, a jej kierowca miał wykonać rozładunek do podziemnego zbiornika. Niestety, pojawił się przy tym problem z zaworem, gaz zaczął uciekać z cysterny, a kierowcy – pomimo podjętych prób – nie udało się tego zatrzymać. Gaz stworzył więc wybuchową mieszankę z powietrzem i o godzinie 8:06 na stacji doszło do pierwszej eksplozji oraz pożaru.

O godzinie 8:12 na miejscu pojawiły się pierwsze zastępy straży pożarnej. Zanim jednak udało się opanować sytuację, gaz po raz kolejny eksplodował, tym razem wewnątrz samej cysterny. Miało to miejsce kolejne 6 minut później, o godzinie 8:18, a siła wybuchu okazała się być jeszcze większa, będąc porównywalnym z eksplozją bomby. Zniszczenia objęły infrastrukturę w promieniu 300 metrów, a rannych zostało łącznie 45 osób. Wśród nich było między innymi 17 policjantów i żandarmów, 6 strażaków, 3 ratowników medycznych, kierowca cysterny, a także menadżer stacji benzynowej. Niestety, ten ostatni doznał szczególnie ciężkich poparzeń, w wyniku których zmarł w szpitalu po 5 dniach hospitalizacji.

Pierwszym oskarżonym w tej sprawie stał się kierowca ciężarówki. Podejrzewa się go o ludzki błąd, w postaci błędnego przeprowadzenia rozładunku. Początkowo miały paść przy tym zarzuty nieumyślnego spowodowania katastrofy, skutkującego ciężkimi obrażeniami ciała. W związku ze zgonem menadżera zarzuty zostały jednak rozszerzone, obejmując także nieumyślne spowodowanie śmierci. W połączeniu z faktem, że był to wypadek przy pracy, kierowcy może grozić kara od 2 do 7 lat pozbawienia wolności.

Inne osoby jak na razie nie usłyszały zarzutów, ale nie są one wykluczone Prokuratura bada bowiem dodatkowe okoliczności tragedii, weryfikując sprawność zabezpieczeń wymaganych na stacji, w tym zwłaszcza systemu przeciwpożarowego.