Długo można by wymieniać zagraniczne modele ciężarówek, które zamówiono w ostatnim czasie na rzecz Polskich Sił Zbrojnych. Rozmaite Mercedesy, Scanie, Volva, a nawet Fordy trafiają do naszych wojskowych w dziesiątkach lub nawet setkach egzemplarzy. Gdy już natomiast pojawia się ten temat, wiele osób zadaje takie samo pytanie: dlaczego sięga się po marki zagraniczne zamiast składać kolejne zamówienia na Jelcze?
Jedną z najważniejszych odpowiedzi na to pytanie są ograniczone moce produkcyjne dolnośląskiego producenta. Nie tylko nie pozwalają one na przyjmowanie kolejnych dużych zamówień, ale wręcz mogą komplikować realizację kontraktów zawartych już w przeszłości. Mówi się o tym już od dłuższego czasu, a teraz sprawę potwierdziła także Agencja Uzbrojenia.
Jak podaje militarny portal „Defence24.pl”, powołując się właśnie na informacje od rzecznika Agencji Uzbrojenia, dostawy nowych Jelczy „generalnie realizowane są terminowo, jednakże zdarzają się opóźnienia”. W przypadku tych ostatnich naliczane mają być kary, oficjalnie zawarte w umowach. Tylko w przypadku jednej z umów z 2019 roku, dotyczącej ciężkich podwozi o układzie 8×8, miano naliczyć już rekompensaty o łącznej wartości ponad 10,5 miliona złotych. Kwoty te miały stanowić ponad 6 procent pierwotnej wartości umowy.
Powyższa sprawa może tłumaczyć nie tylko coraz większe zamówienia na ciężarówki zagraniczne, ale też poszukiwanie przez Jelcza coraz to nowych sposobów na zwiększenie produkcji, w związku z brakiem wystarczających możliwości w Jelczu-Laskowicach. Mowa tutaj o takich informacjach, jak rozpoczęcie montażu nowych Jelczy w dawnych zakładach firmy Autosan w Sanoku (artykuł pod tym linkiem), zawarcie umowy podwykonawczej na podzespoły i montaż z firmą Wielton (artykuł pod tym linkiem), a także plany przejęcia obiektów po upadłym producencie kotłów energetycznych Rafako z Raciborza (artykuł pod tym linkiem).












