Pod koniec września pisałem o kolejnym francuskim programie wsparcia w obliczu wysokich cen paliw. Nazwałem go wówczas „500+ dla przewoźników”, gdyż firmom zaoferowano dopłaty w wysokości 500 euro na jeden pojazd i jeden miesiąc. I choć z polskiego punktu widzenia można by o takim programie pomarzyć, francuskie firmy uznały te działania za niewystarczające.
Dwa francuskie stowarzyszenia przewoźników – OTRE z branży transportu towarów oraz FAI z branży transportu osób – właśnie zapowiedziały wielką akcję protestacyjną. Działania rozpoczną się 21 października od demonstracji na ulicach Paryża. Następnie mogą przybrać inną, jeszcze niesprecyzowaną formę, a więc mogą przerodzić się na przykład w blokady na drogach.
Jeśli rząd chciałby zapobiec protestowi, musiałby spełnić postulaty związane z sytuacją na rynku paliwowym. Po pierwsze, przewoźnicy domagają się wprowadzenia mechanizmów, które obniżyłyby ceny na stacjach. Mowa tutaj na przykład o tymczasowym zmniejszeniu podatków. Po drugie, firmy domagają się stworzenia jednolitego, ogólnokrajowego systemu wyliczania dopłat paliwowych, z którego musieliby korzystać wszyscy zleceniodawcy. Innymi słowy, przewoźnicy oczekują mechanizmu, w którym każda podwyżka cen paliw będzie wiązała się z określoną, obowiązkową podwyżką stawek transportowych, narzucaną państwowymi regulacjami, a nie wyliczeniami samego zleceniodawcy. Dzięki temu firmy transportowe nie musiałyby negocjować takich zmian we własnym zakresie.












