DAF 95 ATi 360 Comfort Cab z 1991 roku, czyli historia weterana szos, który przez lata woził paszę

Drodzy Czytelnicy, Jakub Thomas, regularnie komentujący na 40ton.net po pseudonimem „Pete379”, postanowił podzielić się z nami historią pewnego wetarana szos. Był nim DAF 95 ATi 360 Comfort Cab służący w firmie prowadzonej przez jego ojca. Zapraszam do lektury.

daf_95_historia_weteran_szos_thomas_1

Zielony DAF 95 ATi 360 Comfort Cab służył w firmie ojca od około 2000 roku ciągając różne ciekawe naczepy do przewozu pasz. Był to rocznik 1991 przywieziony do Polski prawdopodobnie z Holandii. DAF jeździł u nas do 2010 roku i opuszczając Polskę miał na koncie około 1,6 mln km oraz kilkanaście tysięcy roboczogodzin pracy na wyższych obrotach.

Kabina miała 2 łóżka, jak na niski dach była dość przestronna. Auto było doposażone w hydraulikę dwustronnego działania – jak do walking floorów, oraz w instalację do pneumatycznego wyładunku – tzw. „wydmuch”, ale bez opcji zasysania towaru. Sama instalacja sprężarki była dość ciekawa, gdyż była to sprężarka typu Rootsa – pod kabiną był tzw. gaz ręczny do utrzymywania obrotów silnika do napędu sprężarki na postoju, a dodatkowo Holendrzy zainstalowali kilka pokaźnych tłumików-chłodnic powietrza, które niwelowały hałas sprężarki i optymalizowały przepływ sprężonego powietrza. Wszystko to spokojnie ważyło ze 200kg.

Auto było dość wdzięczne i według kierowcy też żwawe pomimo mocy zaledwie 360KM. DAF przeżyło swoje w ciągu dziesięciu lat w Polsce – położenie na boku, a także zmiecenie z powierzchni ziemi Poloneza Trucka, który wymusił pierwszeństwo i wjechał wprost pod zderzak.  Z większych wymian podzespołów, to padło jedno sprzęgło, ale to z winy kierowcy i po pewnym czasie intercooler, który został zregenerowany. Z ciekawszych rzeczy to rama była tak zdrowa, że nie miała ani jednego „kalafiorka” i znajomy który kupił Scanię 4 pierwszej serii przeklinał, że musi co chwilę coś malować, a w naszym DAFie „ruda” zjadła jedynie odrobinę pokrywy schowków.

Co do ogólnej awaryjności, to „jak dbasz tak masz” – ojciec ogólnie nie narzekał i nie żałował decyzji o zakupie DAF-a. Wiadomo, zdarzały się drobne usterki, wystrzały poduszki, pozamarzane czujniki zawieszenia i doskwierała bolączka DAF-ów, czyli \ kiepskie zamki w drzwiach, ale nigdy samochód nie zawiódł tak, żeby musiał wracać na sztywnym holu. Kiedyś tylko zepsuł się mechanizm hamulca górskiego przez co klapka opadła w czasie jazdy na płaskim i mieliśmy też pęknięcie przewodu powietrza z intercoolera do silnika, co osłabiło silnik i wywaliło czarną chmurę. Wszystko to było jednak kwestią wymiany przewodu lub tymczasowego  „zmotanie” górskiego, podczas gdy obecnie bez komputera niedługo kół się nie zmieni, bo czujniki muszą być resetowane.

Z fajnych dodatków DAF miał pionowy komin za kabiną ze stali szlachetnej. Oczywiście oryginalnie długością on pasował do wersji SSC i ktoś przyciął go, żeby minimalnie wystawał nad płaską kabinę. Wszystko dlatego, że ciągnik woził pasze i czasami musiał przejechać przez niską bramę. Oczywiście obydwa fotele były w pełni regulowane i umieszczone na poduszce – rzadko kiedy „niskie budy” miały tę opcję.

Ze śmiesznych i ciekawych historii, to ojciec postanowił zakupić klapkę na komin, żeby nie korodował, i pojechał w tym celu do sklepu z częściami. Długo szukali odpowiedniego modelu, aż w okazało się, że DAF-y w standardzie miały komin zaginany na bok, lub dolny wydech, a nasz model komina to była seria „Exclusive” dostępna na zamówienie. Sama klapka na komin kosztowała więc coś około 250 Euro netto plus koszty przesyłki. Oczywiście komin dawał niepowtarzalny dźwięk przy otwarciu szyberdachu i Scanie V8 mogły się schować. Nie był głośny, ale za to rasowy.

Do innej zabawnej historii z DAF-em w tle doszło jak kierowca miał  urlop latem i DAF stał pod domem. Oczywiście z bratem nadaliśmy mu blask- mycie, odkurzanie, pucowanie karoserii, czernidło do opon i polerka pastą pionowego komina. Pewnego popołudnia tata zapytał mamy, czy nie chce się przejechać ciągnikiem siodłowym. Było to w czasie żniw i na wszystkich bocznych i polnych drogach latały kombajny, ciągniki i kilka ciężarówek ze zbożem. Rodzice pojechali na taką drogę niepubliczną i mama usiadła na fotelu kierowcy, a tata z dolnego łóżka zmieniał biegi (ośmiobiegowy ZF plus połówki). Jako, że mama nie miała wprawy i widziała jadącego z naprzeciwka STAR-a z przyczepą ze zbożem, to zatrzymała się robiąc wystarczająco do przejazdu załadowanej ciężarówki, a tata położył się na leżance, żeby go nie było widać. Kierowca STAR-a zwolnił, rozdziawił usta i… z taką miną zjechał zestawem zjechał z drogi prosto w rozjeżdżony, spłycony rów. Było słychać tylko jak STAR złapał pobocze i 2 wystrzały opon… podobno kierowca wyskoczył z kabiny i zamiast patrzeć gdzie strzeliły opony, to stał na drodze w ciężkim szoku, że kobieta prowadziła ciągnik siodłowy.

Wczesną wiosną 2010 roku z DAF-a zdemontowano komin i instalację sprężarki, a następnie przyjechał po niego lawetą Holender, który wysłał go pewnie do Afryki lub na Bliski Wschód. Poniżej można zobaczyć ciężarówkę w towarzystwie następcy z serii 85, jeszcze przed zdjęciem ozdobnego wydechu.

Autor: Jakub Thomas

daf_95_historia_weteran_szos_thomas_2