Wielki plan przejścia na ciężarówki elektryczne, narzucony przez Brukselę, ma na celu wyeliminowanie emisji CO2 z transportu drogowego. Tymczasem niemiecka organizacja Die Gas- und Wasserstoffwirtschaft (pol. Gospodarka Gazowa i Wodorowa) donosi, że podobny efekt udało się już osiągnąć w znacznie prostszy sposób, korzystając z ciężarówek na gaz.
Organizacja właśnie przedstawiła raport podsumowujący sprzedaż LNG do samochodów ciężarowych w całym 2025 roku. Przeanalizowano przy tym między innymi pochodzenie sprzedanego gazu i okazało się, że aż 98,5 procent sprzedanego paliwa stanowiło Bio-LNG, czyli paliwo wytwarzane z odpadów żywnościowych oraz zwierzęcych odchodów. Jedyne pozostałe 1,5 procenta stanowiło zwykłe LNG, o pochodzeniu kopalnianym.
Różnica ta jest o tyle istotna, że jazda na Bio-LNG pozwala wyeliminować aż 95 procent emisji CO2, która towarzyszy pracy silnika. Są wręcz wyniki testów wskazujące na jeszcze lepsze rezultaty, ale ten 95-procentowy wskaźnik podawany jest najczęściej. To natomiast w praktyce oznacza, że gazowe ciężarówki jeżdżące w 2025 roku po Niemczech były niemal tak samo przyjazne dla klimatu, co elektryki tankowane prądem z odnawialnych źródeł energii.
Organizacja Die Gas- und Wasserstoffwirtschaft skwitowała to stwierdzeniem, że spełnienie unijnych celów w zakresie ograniczenia emisji CO2 jest naprawdę na wyciągnięcie ręki: „Paliwo jest dostępne, odpowiednie pojazdy są już na drogach, a infrastruktura do tankowania czeka”. Problemem są jednak decyzje polityczne, jako że zarówno Bruksela, jak i większość rządów europejskich, nie chcą promować Bio-LNG jako rozwiązania przyszłości. Dlatego przewoźnicy jeżdżący na tym paliwie nie mogą już liczyć na żadne wsparcie, podczas gdy przewoźnicy sięgający po ciężarówki elektryczne otrzymują ulgi oraz dopłaty.
Co przywiduje wspomniany, unijny plan? Komisja Europejska przyjęła stopniowe wycofywanie się z silników spalinowych, przewidziane na okres 2020-2040. Do 2030 roku średnia emisja CO2 przez wszystkie nowo rejestrowane ciężarówki o DMC powyżej 7,5 tony ma być o 45 procent niższa niż w 2020 roku. Do 2035 roku spadek ten ma wynosić już 65 procent, a do 2040 roku 90 procent. To w praktyce oznacza, że do 2040 roku znakomita większość nowych ciężarówek ma być pozbawiona silników spalinowych.












