Ciężarówka z dwiema rejestracjami w obrotowej ramce i wyrok za przemyt papierosów

Zdjęcia: HMRC

Brytyjski sąd wydał wyrok na białoruskiego kierowcę ciężarówki, który próbował przemycić ponad 6 milionów papierosów. Mężczyzna został skazany na karę więzienia, a kluczową rolę w całej sprawie odegrała niewielka modyfikacja na nadwoziu ciężarówki.

Białe Volvo FH na polskich tablicach rejestracyjnych wjechało do portu w Dover 5 czerwca 2025 roku. Pojazd prowadzony był przez obywatela Białorusi, Andrieja S., a jego oficjalny ładunek miał składać się z części samochodowych, przeznaczonych dla fabryki marki Bentley. Na pierwszy rzut oka ciężarówka faktycznie przewoziła taki towar, ale pojazd wzbudził uwagę pograniczników pewnym szczegółem. Była to naklejka z numerem rejestracyjnym, umieszczona na kabinie i przedstawiająca inny ciąg znaków, niż ten przedstawiony na tablicach. Co więcej, po przyjrzeniu się tablicom zwrócono uwagę na nietypowo dużą ramkę, a także na wystające z niej opaski samozaciskowe. Element ten postanowiono więc poddać dokładniejszemu sprawdzeniu.

Jak się okazało, ciężarówka posiadała ramkę z systemem obracania tablic. W urządzeniu umieszczono dwie rejestracje, w tym jedną z Łukowa oraz drugą z Warszawy. To natomiast stanowiło wyraźny sygnał, że kierowca miał coś do ukrycia i zależało mu na zmyleniu służb kontrolnych oraz drogowych kamer.

Pojazd trafił do dokładniejszej kontroli, w trakcie której zebrano bardzo obfity materiał dowodowy. Przede wszystkim między częściami do samochodów znajdowało się dokładnie 6 349 800 papierosów różnych marek. Wstępnie oszacowano, że niezgłoszone wwiezienie ich do Wielkiej Brytanii stanowiłoby oszustwo podatkowe o wartości około 2,7 miliona funtów, czyli ponad 13 milionów złotych. Poza tym w kabinie znaleziono dwa telefony oraz tablet, które kierowca postanowił poddać mechanicznemu zniszczeniu, a także zauważono kilka mniejszych dowodów. Była to między innymi odręczna notatka z dodatkowym numerem rejestracyjnym, sporządzona przez samego kierowcę, a także zestaw plomb do naczepy, który pozwalał ukryć fakt otwierania pojazdu. Później, już w trakcie badania kryminalistycznego, potwierdzono też obecność odcisków palców kierowcy na systemie obracania tablic, nie pozostawiając żadnych wątpliwości, że mężczyzna osobiście i świadomie korzystał z tego mechanizmu.

34-letni Andriej S. – mąż i ojciec trójki dzieci, pochodzący z Brześcia na Białorusi – został zatrzymany w areszcie, a w ubiegłym tygodniu stanął przed Sądem Królewskim w Maidstone. Prokuratura oskarżała go nie tylko o uczestnictwo w przemycie, ale też o odgrywanie istotnej roli w organizacji przestępczej. Oparto to na stwierdzeniu, że skala przemytu oraz zachowanie kierowcy sugerowały bycie zaufaną osobą w grupie. Obrońca kierowcy próbował zaprzeczyć tym stwierdzeniom, twierdząc, że kierowca stanowił tylko mały, niewiele znaczący tryb w większej organizacji, a jego działaniami sterowały inne osoby. Sąd skłonił się jednak bardziej ku opinii prokuratury i wydał wyrok, który można uznać za stosunkowo surowy. Opiewał on na dwa lata i siedem miesięcy kary więzienia, bez zawieszenia.

Dla zainteresowanych dodam, że przed zamazaniem cyfr na tablicach – czego wymaga ode mnie polskie prawo – sprawdziłem numery w bazie ubezpieczeniowej UFG. Łukowska tablica „LLU” faktycznie okazała się tam przypisana do Volva FH, co może wskazywać na prawdziwą rejestrację, ale za to warszawska tablica „WE” okazała się pozbawiona przypisania do jakiegokolwiek pojazdu.