Tesla w końcu podała bardziej konkretne parametry ciężarowego modelu Semi. Poszło to w parze z kolejną zapowiedzią rozpoczęcia produkcji seryjnej, a także z nowymi informacjami na temat ceny tego pojazdu.
Jako że cała historia ciągnie się już od blisko dekady, zacznę od małego przypomnienia. Tesla Semi to elektryczny ciągnik siodłowy, po raz pierwszy zaprezentowany w 2017 roku i szumnie przedstawiany jako rewolucja dla branży transportowej. Pierwsi przewoźnicy, w tym także firmy z Europy, złożyli przedpłaty na ten ciągnik już blisko dziewięć lat temu, a następnie rozpoczęła się długa seria przekładania produkcji seryjnej. Firma konsekwentnie ukrywała też dane techniczne pojazdu, podając jedynie ogólny zasięg, a jedyne dotychczas dostarczone egzemplarze miały charakter przedseryjny, służący przetestowaniu pojazdu.
Teraz, po tych dziewięciu latach czekania, produkcja seryjna w końcu ma zbliżać się do realizacji. Elon Musk nie tylko bowiem potwierdził rozpoczęcie masowych dostaw w 2026 roku, ale też podał kilka dodatkowych informacji. To przede wszystkim odpowiedź na pytanie, jakie dostępne będą wersje zasięgowe, jaka będzie pojemność ich baterii oraz jakiej należy spodziewać się masy własnej.
Gamę ma otwierać wersja Standard Range. Ma ona oferować 520 kilometrów zasięgu na jednym ładowaniu, mieć baterie o użytecznej pojemności około 550 kWh i ważyć bez naczepy 9,1 tony. Bardziej wymagający klienci mają otrzymać wersję Long Range. Tutaj zapowiedziano 800 kilometrów zasięgu, około 850 kWh użytecznej pojemności baterii oraz 10,4 tony masy własnej. W obu przypadkach napęd ma składać się z trzech silników elektrycznych o łącznej mocy maksymalnej 1088 KM, przekazujących napęd na dwie osie tylne.
Druga sprawa to ceny pojazdu. Tutaj informacje nie bazują na komunikatach samego prezesa, lecz na dokumentach, które zaczęły wpływać w ramach kalifornijskiego systemu dopłat do elektrycznych ciężarówek. Okazało się tam, że rachunki za Teslę Semi Long Range opiewają na 290 tys. dolarów, czyli równowartość 245 tys. euro. Tesla Semi Standard Range ma być oczywiście tańsza, ale tutaj konkretne wartości jeszcze się nie pojawiły. Od razu też przypomnę, że tuż po premierze, w 2017 roku, Tesla zapowiadała kwotę 180 tys. dolarów za model z większym zasięgiem. Jak więc widać, ostatecznie wartość ta zwiększyła się o ponad połowę.
Jak już wspomniałem na wstępie, przedpłaty na Tesle Semi pojawiły się także w Europie, a sam producent jak najbardziej szykuje się do debiutu na naszym kontynencie. Pojawia się więc pytanie, jak Tesla Semi wypadnie na tle produktów „wielkiej siódemki”, przy założeniu, że faktycznie trafi do produkcji seryjnej w najbliższych miesiącach? W przypadku wersji Standard Range można powiedzieć, że zaoferuje ona podobny zasięg, jak wielu europejskich konkurentów, ale będzie przy tym wyraźnie lżejsza. Europejskie elektryki o zasięgu 500 kilometrów zwykle oscylują bowiem wokół 10, a nie 9 ton masy własnej. Za to wersja Long Range wyraźnie przewyższyłaby zasięgiem europejskich konkurentów, wszak jeszcze żadna marka nie weszła u nas na poziom 800 kilometrów. Jeśli natomiast chodzi o cenę, to wspomniane 245 tys. euro za wersję Long Range byłoby świetnym wynikiem. W chwili obecnej przyjmuje się bowiem, że normalną ceną za elektryczny ciągnik jest w Europie około 300 tys. euro. Tutaj pozostaje jednak pytanie, czy proces wdrożenia do europejskiej sprzedaży (i zapewne też montażu lub produkcji) nie podniesie ceny znacznie powyżej amerykańskiego poziomu.












