Powyżej: rosyjski Sitrak na Białorusi (www.truck-spotters.eu)
Czy chińskie samochody ciężarowe mogą już wytoczyć równą walkę europejskim konkurentom? To pytanie, które zadaje sobie coraz większa część branży. Dlatego po raz kolejny zajrzymy do rosyjskich doniesień na ten temat.
Przypomnę, że trzy i pół roku temu, w następstwie pełnoskalowego ataku Rosji na Ukrainę, rosyjski rynek ciężarówek został objęty europejskimi sankcjami. Wszystkie marki „wielkiej siódemki” wycofały się z tamtejszej sprzedaży, a rosyjscy producenci zostali odcięci od zachodnich podzespołów. Stworzyło to olbrzymią lukę w rynku, w którą natychmiast wskoczyli Chińczycy, w ekspresowym tempie przejmując rynkowe udziały. Stąd też regularne raporty w rosyjskich mediach branżowych, omawiające doświadczenia przewoźników przesiadających się z ciężarówek europejskich na chińskie.
Najnowsza publikacja tego typu, przedstawiona przez rosyjski magazyn motoryzacyjny „Za Rulem”. skupiła się na rynku używanych ciągników siodłowych, na którym chińskie modele zajmują coraz istotniejsze miejsce. W ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy 2025 roku aż 17,2 procenta używanych ciągników, które zmieniły w Rosji właścicieli, okazały się stanowić właśnie „chińczyki”. Modele europejskie stanowiły w tym samym czasie 66,5 procenta. Dla porównania, jeszcze w 2024 roku chińskie ciągniki odpowiadały za 6,4 procenta używanego rynku, podczas gdy europejskie ciągniki miały równe 78 procent.
Przykładowe oferty:
Jak natomiast wygląda sprzedaż używanych chińskich ciągników? Mówiąc w dużym skrócie, sytuacja okazała się dramatyczna. Za przykład można wziąć tutaj Sitraka C7H 4×2, czyli najczęściej kupowany nowy ciągnik siodłowy w Rosji, budowany w Chinach na oficjalnej licencji MAN-a TGX. Jak wyliczają twórcy raportu, kupując taki pojazd w 2023 roku, jako fabrycznie nowy, trzeba było zostawić u dealera około 9-10 mln rubli (96-108 tys. euro). Dzisiaj natomiast używany Sitrak C7H 4×2 z 2023 roku, z przebiegiem około 300 tys. kilometrów osiąga wartość około 3-4 mln rubli (32-43 tys. euro). Oznacza to, że w ciągu dwóch lat chiński ciągnik stracił około dwie trzecie swojej wartości! To rekordowo zły wynik, którego wielu przewoźników oraz instytucji finansowych się nie spodziewało. W wielu przypadkach może to też oznaczać, że realna wartość używanego pojazdu spada znacznie poniżej wartości leasingowej, która wciąż pozostaje do spłacenia w ramach umowy sprzed dwóch lat. Innymi słowy, nawet po sprzedaży pojazdu przewoźnicy nie są w stanie pokryć swoich należności.
W tym samym czasie na rosyjskim rynku odnotowuje się bardzo wolną utratę wartości ciężarówek zachodnich. Dla przykładu, za równowartość Sitraka z 2023 roku, z przebiegiem około 300 tys. kilometrów, możemy dzisiaj kupić MAN-a TGX z rocznika 2017 lub 2018, z małym silnikiem o pojemności 10,5 litra i z przebiegiem rzędu miliona kilometrów. Gdy natomiast weźmiemy do porównania fabrycznie nowego Sitraka, rocznik 2025, okaże się, że nadal będzie to pojazd kosztujący mniej więcej tyle samo, co przedwojenny MAN TGX z przełomu 2021 i 2022 roku, z przebiegiem 300 tysięcy kilometrów. To wyraźnie pokazuje, jak bardzo przewoźnicy nie chcą pozbywać się zachodniego sprzętu i jak bardzo nie chcą kupować pojazdów chińskich.
Skąd wzięła się ta sytuacja? Jak tłumaczą lokalni eksperci, w dużej mierze jest to następstwo rynkowych wydarzeń z początkowego okresu sankcji, z lat 2022-2023. Na rosyjskim rynku pojawił się wówczas „boom” na nowe ciężarówki i chińskie ciągniki szybko zalały rynek. Często sprzedawały się one po dosyć wysokich cenach, znacznie zawyżonych względem rynku chińskiego. Jednocześnie chińskie ciągniki wykazały się w międzyczasie licznymi problemami. Chodzi tutaj między innymi o utrudniony i kosztowny dostęp do części zamiennych, słabe przygotowanie do pracy w zimowych warunkach oraz wyższe zużycie paliwa niż u europejskich konkurentów. Pisałem o tym przy okazji poprzedniego rosyjskiego raportu, w październiku bieżącego roku: Ciężarówki chińskie czy europejskie? Wnioski po trzech latach i 800 tys. kilometrów. Choć trzeba też podkreślić, że im dłużej Rosjanie jeżdżą chińskimi ciężarówkami, tym mniej na nie narzekają. Sieci serwisowe stale się bowiem rozbudowują, powoli normując dostęp do części, a i w samych pojazdach zauważa się zmiany, z uwagi na bardzo liczne modernizacje wprowadzane przez Chińczyków.













