Chińska międzynarodówka z ciągnikiem na prąd – 5000 km do Kazachstanu

Koniec 2025 roku przyniósł przełomową sytuację na chińskim rynku ciężkich samochodów ciężarowych. Udział ciężarówek elektrycznych lub elektryczno-spalinowych wyniósł tam 54 procent, a więc elektryki i hybrydy okazały się popularniejsze od diesli oraz gazowców (więcej informacji: Więcej ciężarówek na prąd niż diesli oraz gazowców – grudniowy przełom w Chinach). Nic więc dziwnego, że chiński oddział firmy Ceva Logistics zaczął przymierzać się do wdrożenia elektryków także w transporcie międzykontynentalnym.

Chińczycy zrealizowali pilotażową trasę między miastem Shenzhen na południowym wschodzie Chin a miastem Ałmaty w południowo-wschodnim Kazachstanie. Dystans liczył tutaj 6,5 tys. kilometrów, z czego 5 tysięcy przebiegało po chińskich drogach. I właśnie na tych 5 tysiącach postanowiono wykorzystać ciągnik całkowicie elektryczny. Był to Windrose R700, pojazd oferujący do 670 kilometrów na jednym ładowaniu i znany także z europejskich dróg, a nawet widywany na polskich rejestracjach. Windrose prowadzi bowiem obecnie zaawansowane przygotowania do premiery w Europie, chcąc tutaj uruchomić swoją montownię (więcej informacji: Windrose szykuje montownię w Antwerpii – chińskie ciągniki na prąd wyjadą prosto z portu).

W ramach omawianego przewozu między Chinami a Kazachstanem, Windrose ciągnął naczepę z 45-stopowym kontenerem i ładunkiem elektroniki marki Lenovo. Był to ładunek bardzo lekki, ważący zaledwie 5,3 tony, co na pewno korzystnie wpłynęło na zasięg Windrose’a. Ponadto skorzystano tutaj z karnetu TIR, co usprawniło wszystkie formalności, a przy okazji stanowiło symboliczną nowość w elektrycznym transporcie. Nigdy wcześniej bowiem nie słyszałem o sytuacji, w której elektryk jechałby pod TIR-em.

Pokonanie tego chińskiego fragmentu trasy, liczącego wspomniane 5 tys. kilometrów, zajęło elektrycznemu ciągnikowi 4,5 doby. Zrobiono przy tym dziewięć postojów na międzyładowanie, planując je w taki sposób, by maksymalnie usprawnić przejazd. To też oznacza, że zasięg nie był za każdym razem wykorzystywany całkowicie, lecz robiono postoje co średnio 500 kilometrów.

Miasto Shenzen na mapie Chin:

Na granicy z Kazachstanem ładunek został przekazany innej ciężarówce, korzystającej już z silnika diesla. Dalsza część transportu miała w pełni konwencjonalny charakter, co zapewne wynikało z utrudnionego dostępu do ładowarek. Wydaje się jednak tylko kwestią czasu, aż Chińczycy przygotują sobie odpowiednie zaplecze w innych krajach i zaczną jeździć na prądzie jeszcze dalej na zachód. W końcu ich dieslowskie ciężarówki dojeżdżają już pod polską granicę, będąc regularnie spotkanymi na drogach Białorusi. Pisałem o tym między innymi w następującym artykule: Dwa zestawy z Chin w tranzycie przez Polskę, bez przepinek, na chińskich tablicach