Canterem z chłodnią na dwóch kartach, w międzynarodowej trasie „na strzała”

Ze swoją typowo azjatycką kabiną, miejskim układem jezdnym oraz słabo wyciszonym wnętrzem, Fuso Canter nie jest pojazdem zaprojektowanym na dalekie dystanse. Tak naprawdę nawet dziewięć godzin prowadzenia takiego pojazdu na trasie potrafi być wykańczającym przedsięwzięciem. Tymczasem kierowca tego ukraińskiego Cantera miał pozostać za kierownicą znacznie dłużej, w ramach wykonywania przewozu z dwoma kartami.

Fuso Canter z zabudową chłodniczą, należące do ukraińskiego przewoźnika, zarejestrowane powyżej 3,5 tony i przez to wyposażone w tachograf, wykonywało trasę między Ukrainą a Polską. Pojazd został zatrzymany do kontroli na południu naszego kraju, tuż przy polsko-czeskiej granicy w Gorzyczkach, a więc znajdował się wówczas co najmniej 5 godzin jazdy od najbliższego przejścia z Ukrainą. Uwzględniając też czas potrzebny na pokonanie granicy oraz na ukraińską część trasy, można by zakładać, że kierowca miał za sobą dobową pauzę. W tachografie niczego takiego jednak nie stwierdzono, brak kabiny sypialnej wymownie to podkreślał, a kierujący przedstawił inspektorom historię, którą łatwo było podważyć.

Kontrolowany twierdził, że wsiadł do Cantera już po polskiej stronie i dlatego dopiero wtedy zalogował swoją kartę, oficjalnie rozpoczynając pracę. Za to przekroczeniem polsko-ukraińskiej granicy oraz pokonaniem ukraińskiej części trasy miał zajmować się inny kierowca, który w Polsce opuścił pojazd i wylogował kartę. Problem jednak w tym, że w paszporcie kontrolowanego widniał świeży stempel, wskazujący, że to on przejechał ciężarówką przez granicę. Co więcej, rzekoma, przygraniczną przesiadkę naprawdę trudno było sobie wyobrazić, jako że tachograf zarejestrował na nią zaledwie… 28 sekund!

Kierowca ostatecznie przyznał, że odpowiadał za prowadzenie pojazdu na całej długości trasy, włącznie z przejazdem przez granicę oraz pokonaniem ukraińskiego fragmentu. Okazał też inspektorom drugą kartę kierowcy, która została wykorzystana w próbie oszustwa. Za swoje wykroczenie musiał uiścić mandat na 2 tys. złotych, a kolejne 3 tys. złotych może zapłacić ukraiński przewoźnik, na zasadzie kary administracyjnej.

Oryginalna treść komunikatu WITD Katowice:

Podczas rutynowej kontroli na punkcie kontrolnym w Godowie, inspektorzy wykryli oszustwo, jakiego dokonał kierowca z Ukrainy. Analiza danych cyfrowych tachografu tego niepozornego pojazdu już na pierwszy rzut oka wykazała, że kierowca korzystał z cudzej karty.

Kontrolowany wykonywał przewóz drogowy na trasie z Ukrainy do Polski. W tachografie cyfrowym zadeklarował jednak rozpoczęcie swojej jazdy na terytorium Polski. Dane cyfrowe wskazywały, że z Ukrainy do Polski pojazdem kierował zupełnie inny kierowca. Wnikliwe podejście inspektorów ujawniło naganne działanie kierowcy. Pieczęć w paszporcie kontrolowanego, jednoznacznie wskazywała przekroczenie przez niego granicy. Co zaskoczyło inspektorów, to zmiana kart odbyła się w rekordowo krótkim czasie – zaledwie 28 sekund! Kierowca przyznał w końcu, że używał cudzej karty kierowcy i dobrowolnie oddał ją inspektorom. Kartę należącą do innego kierowcy zabezpieczono a kierowcę ukarano mandatami karnymi na łączną kwotę ponad 2 tysięcy złotych. Odpowie również przewoźnik z Ukrainy, któremu grozi kara przekraczająca 3 tysiące złotych.