OFERTY PRACYKONTAKT
rekrutuj 40ton665
Opublikowane 2 Grudzień, 2015

Całkowita upadłość firmy DAF, czyli jak w 1993 roku “wielka siódemka” tymczasowo się skurczyła

daf_xf_105

Jakoś tak mnie naszło z rana do napisania czegoś o najnowszej historii “wielkiej siódemki”, a konkretnie o wydarzeniu, które mogło mieć wprost gigantyczny wpływ na krajobraz europejskich dróg. Samochód widoczny powyżej każdy z Was doskonale zna – oto DAF XF105, jedna z najczęściej spotykanych w Polsce ciężarówek i ciesząca się mianem lidera rynku w kilku krajach. Biorąc więc pod uwagę popularność tego holenderskiego produktu naprawdę trudno sobie wyobrazić, że model XF105 niemalże nie powstał. Co więcej, podobna historia mogła spotkać wcześniejsze modele z serii XF, a także mniejsze pojazdy z rodzin CF oraz LF. Dlaczego? Powód jest bardzo prosty – w 1993 roku firma DAF ogłosiła upadłość i wszystko wskazywało na to, że na dobre przestanie istnieć. Coś takiego brzmi dzisiaj oczywiście nieco abstrakcyjnie, ale pamiętajmy, że na lata 80-te i 90-te przypadł koniec istnienia wielu potężnych niegdyś marek i podobne zakończenie w przypadku DAF-a jak najbardziej było możliwe.

Zaczęło się na przełomie lat 80-tych i 90-tych, kiedy jak na ironię z taśm produkcyjnych zaczęła zjeżdżać jedna z najlepszych europejskich ciężarówek swoich czasów. Był to DAF 95, samochód przede wszystkim bardzo nowoczesny i wygodny, opracowany wspólnie z hiszpańską firmą Pegaso. Można by pomyśleć, że skoro na rynku pojawił się tak dobry produkt, pozycja firmy była w dużej mierze zabezpieczona. Nic jednak bardziej mylnego – nowoczesna konstrukcja najpierw poszła na dno w Hiszpanii, wraz z marką Pegaso, a następnie niemalże powtórzyła tę historię z DAF-em w roli głównej. Problemem nie był tutaj jednak sam samochód, lecz formy jego sprzedaży i przyjmowania zamówień. Z perspektywy czasu Holendrzy mówią tutaj przede wszystkim o produkowaniu ogromnej ilości samochodów na “plac”, które następnie czekały na klientów w najpopularniejszych konfiguracjach, a do tego doszły problemy z własną firmą oferującą finansowanie, w formie między innymi leasingów. Regularnie miało dochodzić do podpisywania kontraktów z klientami o bardzo słabej zdolności kredytowej, co w połączeniu z utrzymywaniem stałego zapasu ciężarówek oznaczało “zamrażanie” gigantycznych kwot pieniędzy. Jeśli dodamy do tego gwałtownie malejący popyt na holenderskie ciężarówki i nawet kilkudziesięcioprocentowe straty udziału w rynkach, jak było to w Wielkiej Brytanii, katastrofa okazałą się gotowa.

daf_95_slider

Oczywiście DAF próbował się ratować, wykorzystując do tego celu kredyty, a w 1992 roku pomocy finansowej udzielił nawet rząd Holandii. Efekt? Długi firmy zaczęły sięgać setek milionów euro i jeszcze w 1992 roku konsorcjum banków wystąpiło o objęcie firmy sądową kontrolą, natomiast w lutym roku kolejnego DAF ogłosił po prostu upadłość. Wspomnienia tamtych dni cały czas pozostają żywe w Eindhoven, czyli rodzinnym mieście producenta ciężarówek, gdzie 26 lutego, tuż o poranku, do drzwi około 2000 osób zapukał kurier z oficjalną informacją o utracie pracy. Z czasem informacji tego typu było coraz więcej i w końcu pracę tymczasowo straciło około 14 tys. osób, pracujących w DAF-owskich fabrykach w Holandii i Belgii, a także zatrudnionych w przejętej przez DAF-a firmie Leyland, na Wyspach Brytyjskich.

Co było dalej? Wspomniane długi trzeba było podzielić przez kilka tysięcy podmiotów podmiotów, którym DAF winny był pieniądze. Co więcej, DAF był sporo winny także pracownikom, którym w większości należały się przecież obowiązkowe odprawy, a do tego pewnym problemem okazały się nawet pieniądze na fundusz emerytalny. Tymczasem tuż po upadłości sądowi zarządcy zdołali zebrać tylko 55 milionów, które w większości trafiły do największych banków. Jak łatwo się domyślać, tego typu sytuacja stworzyła mnóstwo biurokratycznych problemów, przedłużając likwidowanie upadłości aż do… 2012 roku. Zanim jednak do tej końcowej daty dojdziemy, zatrzymajmy się jeszcze na chwilę na roku 1993. Trzeba bowiem odpowiedzieć na bardzo ważne pytanie – jak to jest, że DAF dzisiaj istnieje?

Tak wyglądały protesty w Eindhoven po ogłoszeniu upadłości (do 1 minuty):

Upadłe przedsiębiorstwo, nazywające się Van Doorne’s Automobielfabriek N.V., trzeba było jak najszybciej spieniężyć, z uwagi na gigantyczne długi. Żądana za firmę kwota była stosunkowo niska, dlatego też szybko znalazł się inwestor w postaci osób z byłego zarządu firmy, który wspólnie zebrał środki i jeszcze w 1993 roku otworzył nową spółkę – DAF Trucks N.V. Przejęła ona zarówno fabryki, jak i technologię oraz produkty i na dobrą sprawę holenderska marka ciężarówek zaczęła istnieć po prostu na nowo. Jednocześnie starano się racjonalizować koszty działalności, z powrotem zatrudniono tylko jakąś połowę byłych pracowników i firmowe tryby zaczęły się kręcić. Z czasem lista zatrudnionych była uzupełniania, osoby zwolnione w 1993 roku miały bezwzględne pierwszeństwo przy naborach i tak DAF dotrwał do roku 1996 roku, kiedy jego pozycja została na dobre ugruntowana. Pojawił się wówczas ogromny, amerykański inwestor, który obiecywał świetlaną przyszłość i obietnicy tej dotrzymał. Był to koncern Paccar, właściciel między innymi takich gigantów jak Peterbilt oraz Kenworth.

A co z rokiem 2012? W czerwcu 2012 holenderskie media wydały oficjalną informację, że postępowanie w sprawie upadłości firmy DAF zostało zakończone. Trwająca aż 19 lat sprawa była jedną z najdłuższych w historii Holandii i zakończyła się przekazaniem 1112 podmiotom łącznie 500 milionów euro, co określa się jako 43 proc. wszystkich zastanych w 1993 roku długów. I choć od tamtego czasu minęły już ponad dwie dekady, wiele wściekłych firm nadal próbuje odzyskać swoje należności, a do tego w 2014 pojawiła się kolejna sprawa związana z holenderską upadłością, wytoczona specjaliście od rachunkowości, firmie Ernst&Young. Przedsiębiorstwo to odpowiadało za podsumowanie finansów DAF-a z roku 1991, stwierdzając wówczas, że kondycja finansowa firmy pozwoli na kontynuowanie jej działalności i przekazując taką informację firmowym udziałowcom. Kilka miesięcy później okazał się, że obliczenia Ernst&Young albo były błędne, albo wręcz sfałszowane, dlatego też grupa wspomnianych udziałowców chce teraz od Ernst&Young aż 130 milionów euro odszkodowania.

Tymczasem sam DAF ma się doskonale, a nawet świętuje właśnie wyprodukowanie 400-tysięcznego samochodu w otwartej z 1980 fabryce Leyland w Wielkiej Brytanii. Jest to egzemplarz modelu XF, przygotowany na rynek brytyjski.

daf_lf_aerobody_test_40tonnet_03

Ten wpis ma 2 komentarzy

  1. Jasiek napisał(a):

    Taka sama historia była u nas z naszym Starem były szanse rozwoju, były ogromne zamówienia rząd nie chciał nic pomóc stwierdzili że najlepiej zamknąć zakład i po sprawie i firma została sprzedana za grosze.

    • Ireneusz napisał(a):

      Drogi kolego, niby na co płyneły te zamówienia. Na przestarzałe paliwożerne samochody rodem z lat 50tych ubiegłego stulecia? Szansa była i owszem. Pakiet większościowy wykupił S. Zasada. Niestety, kierowcą rajdowym był lepszym, niż właścicielem fabryki. A później już z górki – wrogie przejęcie przez MANa, dla zamydlenia oczu polskich władz produkcja kilku przestarzałych modeli MANa. W końcu wygaszenie produkcji w Staracowicach i likwidacja marki STAR.

Odpowiedz





Dane wpisane w formularzu będą przetwarzane w celu dodania komentarza zgodnie z naszą polityką prywatności.