OFERTY PRACYKONTAKT
665
Opublikowane 1 Luty, 2019

Afera w poznańskim ITD – czy próba zastraszenia związku zawodowego odbije się na przewoźnikach?

Funkcjonariusze ITD regularnie prowadzą akcje protestacyjne. Domagają się między innymi wprowadzenia do grona służb mundurowych, a także zmian w ogólnokrajowym systemie wynagrodzeń. Jak twierdzą, po tych zmianach mogliby wykonywać swoją pracę znacznie efektywnej, a ilość odejść doświadczonych inspektorów byłaby znacznie mniejsza.

Tymczasem w Wojewódzkim Inspektoracie Transportu Drogowego w Poznaniu wybuchła właśnie afera, która może być na te protesty odpowiedzią. Wszystko dotyczy inspektor Urszuli Cyprowskiej, która była przewodniczącą komitetu protestacyjnego Związku Zawodowego Inspektorów Transportu Drogowego, a także szefową tego związku na Poznań.

Jak podaje „RMF24”, pani Cyprowska otrzymała zupełnie niespodziewane przeniesienie. Wojewódzki inspektorat podjął decyzję o przeniesieniu jej z Poznania do Kalisza, a więc do miasta oddalonego o mniej więcej dwie godziny drogi.

Oficjalne wyjaśnienie jest takie, że inspektorat z Kalisza potrzebuje wzmocnienia kadr. Związkowcy są jednak przekonani, że to po prostu forma zastraszenia, sugerująca, że nadmierne angażowanie się w protesty może mieć negatywne konsekwencje dla kariery oraz życia osobistego.

Zauważa się też, że decyzja o przeniesieniu zgrała się w czasie z przygotowaniami do nadzwyczajnego zjazdu delegatów związku zawodowego. Ma się on odbyć 8 lutego i od podjętych na nim ustaleń będą zależały dalsze losy protestów.

Związkowcy już zapowiadają, że nie pozostawią tej sprawy bez reakcji. Mówi się już o specjalnych akcjach, zorganizowanych właśnie w obronie pani Cyprowskiej. Co natomiast może oznaczać to dla przewoźników? Niestety, nic dobrego. Mogą się bowiem nasilić protesty, które z punktu widzenia firm oraz kierowców bywają bardzo uciążliwe.

Przypomnijmy, że dotychczas ITD prowadziło między innymi strajki włoskie. W ich ramach kontrole były prowadzone wyjątkowo drobiazgowo, pochłaniając nawet dwie godziny na jeden pojazd. Coś takiego miało spowolnić prace inspekcji, zmniejszając wpływy do budżetu oraz ograniczając kontrolę nad przewozami.

Bywały też deklaracje kontrolowania wyłącznie polskich pojazdów, całkowicie odpuszczając przy tym Litwinom, czy Białorusinom. W ten sposób ITD chciało przypomnieć, że jest niezbędne do ochrony polskiego rynku przewozowego przed wschodnią konkurencją.