9. rocznica zamachu w Berlinie – śmierć polskiego kierowcy i kolejni naśladowcy

Śp. Łukasz Urban (jeszcze w innej ciężarówce)

Władze Bawarii poinformowały w ubiegły piątek o zatrzymaniu pięciu osób podejrzanych o przygotowywanie zamachu terrorystycznego. 56-letni Egipcjanin, 37-letni Syryjczyk oraz trzech Marokańczyków w wieku 22, 28 oraz 30 lat planowali wjechać samochodem w tłum na bożonarodzeniowym rynku w południowej Bawarii, w bliżej nieokreślonej miejscowości w regionie Landshut. To natomiast wyraźny sygnał, że tragiczne wydarzenia z 2016 roku, których pierwszą ofiarą był polski kierowca ciężarówki, wciąż znajdują naśladowców.

Dokładnie dziewięć lat temu, 19 grudnia 2016 roku, w przedświąteczny poniedziałek, 37-letni kierowca Łukasz Urban czekał na rozładunek przy ulicy Friedrich-Krause-Ufer w Berlinie, tuż przy owianej złą sławą dzielnicy Moabit. Przywiózł z Włoch konstrukcje stalowe do znajdującego się tam zakładu, co miało być jego przedostatnim zleceniem przed Bożym Narodzeniem. Z Niemiec kierowca miał jeszcze tylko wykonać szybki przerzut do Danii, a następnie zjechać na święta do domu, do miejscowości Rożnowo pod Gryfinem w województwie zachodniopomorskim, gdzie czekała na niego żona i 17-letni syn.

W tym miejscu śp. Łukasz Urban czekał na rozładunek dziewięć lat temu:

Niestety, ten przedświąteczny powrót do bliskich nigdy się nie udał. Około godziny 16, zaraz po zapadnięciu zmroku, do kabiny Scanii R450 wtargnął bowiem uzbrojony Tunezyjczyk Anis Amri. Według najbardziej prawdopodobnej rekonstrukcji zdarzeń, zamachowiec sterroryzował Polaka, zamordował go, a następnie użył ciężarówki jako śmiercionośnego narzędzia, dokładnie o godzinie 20.14 wjeżdżając w tłum na jarmarku bożonarodzeniowym w berlińskiej dzielnicy Charlottenburg. Śmierć poniosło przy tym kolejne 11 osób, a jeszcze jedna osoba odeszła po pięcioletnim leczeniu, w wyniku odniesionych obrażeń.

Szereg ustaleń dotyczących zamachu ujawniono dopiero w raportach z 2021 roku. Wówczas, po pięcioletnim dochodzeniu, śledczym udało się potwierdzić, że Anis Amri był przed zamachem obserwowany przez 16 różnych służb. Przebywał on w Niemczech nielegalnie, służby doskonale znały jego zamiary, a mimo to nikt nie doprowadził do jego zatrzymania. Miało to być następstwem niewłaściwego dowodzenia, problemów w komunikacji i braków kadrowych wśród niemieckich funkcjonariuszy. Policja dopadła go więc dopiero cztery dni po zamachu, we Włoszech, gdzie Amri został zastrzelony w czasie próby zatrzymania. Wszystko wskazuje też na to, że atak zleciła dokładnie ta sama osoba, która wcześniej zadecydowała o podobnych zamachach we Francji oraz Wielkiej Brytanii. To Ali Hazim Aziz, jeden z czołowych przedstawicieli tak zwanego Państwa Islamskiego. Niewykluczone, że ta sama organizacja stała za tegorocznymi planami z Bawarii, choć służby wciąż badają ten trop.

Nagranie pokazujące wjazd ciężarówki na rynek:

Nagranie z usuwania skutków zdarzenia: