Powyżej: fabryka w Westerlo obecnie
Jubileusze obchodzone przez fabryki doskonale uświadamiają rewolucję, która dokonała się w samochodach ciężarowych przez ostatnie dekady. Tak też jest z belgijską fabryką DAF-a, która właśnie ogłosiła 60-lecie swojej działalności.
Cała historia zaczęła się od… bezrobocia, które dopadło północno-środkową Belgię w latach 60-tych ubiegłego wieku, w związku z upadkiem górnictwa oraz przenoszeniem zakładów cięcia diamentów. Na tamtejszym rynku pracy pojawiło się wówczas wielu wykwalifikowanych specjalistów, co zwróciło uwagę także przedsiębiorstw z Holandii. Dlatego też holenderski DAF, rozwijający się wówczas w szybkim tempie i borykający się z niedoborem rąk do pracy, podjął decyzję o zbudowaniu w Belgii, konkretnie w gminie Westerlo, własnej fabryki kabin.
Zakład w Westerlo w początkowych latach działalności:
Produkcja kabin w 1967 roku, dla takich modeli, jak DAF A1600:
Przykładowe zdjęcia wnętrza z DAF-a A1600:
Nowy zakład powstał w ekspresowym tempie. Przeznaczona pod niego działka, licząca 40 ha, została bowiem zakupiona dzień przed Bożym Narodzeniem 1964 roku, a już w pierwszej połowie 1966 roku fabryka o powierzchni 12 tys. m2 była gotowa do pracy. Z linii zaczęły wówczas zjeżdżać nadwozia dla tak klasycznych modeli, jak DAF A1600 lub DAF T2400. Kabiny te były też na miejscu malowane, po czym rozpoczynały podróż do Holandii, do oddalonego około 70 kilometrów Eindhoven, by zostać tam zamontowanymi na podwoziach.
Już w pierwszych latach swojej działalności, belgijski zakład stał się częścią technicznej rewolucji. Zgodnie z ówczesnymi trendami, DAF postanowił wówczas przejść na kabiny odchylane, dające łatwy dostęp do silnika, a ich produkcja miała odbywać się właśnie w Westerlo. Przygotowania do tego projektu rozpoczęły się już w 1968 roku, a dwa lata później efekt końcowy dotarł do klientów. Objawił się on w postaci nowej serii F218, początkowo tworzonej przez modele 1600 oraz 2000. Pojazdy te były właśnie pierwszymi DAF-ami o odchylanych nadwoziach, odsłaniających 8-litrowy silnik do regionalnego transportu. Co więcej, kolejne trzy lata później, czyli w 1973 roku, z belgijskiej linii zaczęła zjeżdżać jeszcze nowsza seria kabin, znana jako F241. Na swoje czasy wyróżniała się ona wyjątkowo dużą szerokością całkowitą, wynoszącą 2,41 metra (stąd nazwa F241), a jej przeznaczeniem były nowe modele 2800 oraz 3300, mające podbić coraz dalsze trasy międzynarodowe. To właśnie w ramach tej serii kabinowy zakład zaczął też montować pierwsze podwyższone dachy, nazwane Space Cab.
DAF 2000 z kabiną z serii F218:
DAF-y 2800/3300/3600 z kabiną z serii F241:
DAF-y 95 ATI z kabiną z projektu Cabtec:
Rozwój produkcji kabin wychodził Belgom na tyle dobrze, że w 1971 roku zakład w Westerlo otrzymał nowe zadanie. Było nim przejęcie produkcji osi, dotychczas odbywającej się w holenderskim Eindhoven. W tym celu fabryka musiała podwoić swoją powierzchnię, otrzymując dodatkowe 13 tys. m2. Frontowa ściana budynku rozciągnęła się wówczas na imponującą długość 380 metrów, a liczba pracowników zbliżyła się do tysiąca osób.
Kolejne duże inwestycje nastąpiły w Westerlo już w połowie lat 80-tych. Wtedy to fabryka otrzymała zupełnie nową część lakierniczą, nazywaną wówczas najbardziej ekologicznym zakładem tego typu w całej Europie. Jednocześnie Belgowie zaczęli się już szykować do produkcji kolejnej generacji kabin, tym razem pochodzących z projektu Cabtec, zrealizowanego wspólnie z hiszpańską marką Pegaso. Mowa o wyjątkowo nowoczesnym wówczas nadwoziu, które od 1987 roku trafiło na wyposażenie modelu 95 ATI.
Transporty kabin, zdjęcia ze zbiorów Trucksfoto.com:
Przełom lat 80-tych i 90-tych przyniósł w firmie DAF olbrzymie problemy finansowe. W 1993 roku doprowadziły one do oficjalnej upadłości firmy, po raz drugi w ciągu trzech dekad stawiając okolice Westerlo przed widmem bezrobocia. W ciągu zaledwie kilku miesięcy upadłą firmę udało się jednak podnieść na nogi, głównie za sprawą inwestycji dokonanych przez były zarząd. DAF zdołał się więc uratować, a wraz z nim też zakład w Westerlo, który powrócił do produkcji kabin oraz osi. Między Belgią a Holandią znowu więc zaczęły jeździć charakterystyczne zestawy wyładowane fabrycznie nowymi nadwoziami. Co więcej, w międzyczasie zaczęły one jeździć także do Wielkiej Brytanii, do fabryki przejętej od Leylanda, a później ruszyły też w trasy do Czech, do kupującej dafowskie kabiny Tatry.
Już w czasach współczesnych belgijski zakład znowu stał się obiektem wielkich inwestycji. Tylko w ciągu ostatniej dekady zainwestowano tam 650 milionów euro, głównie po to, by uruchomić produkcję kolejnej generacji nadwozi, tym razem dla modeli XG+, XG, XF oraz XD. To też oznaczało, że właśnie z Westerlo zaczęły wyjeżdżać pierwsze kabiny zgodne z nowymi unijnymi przepisami, wprowadzonymi w 2020 roku – mające wydłużony i zaokrąglony przód, a dzięki temu też wydłużoną i bardziej przestronną część sypialną. Poza tym belgijski zakład stał się elementem prac nad ciężarówkami elektrycznymi, wytwarzając dla nich i kabiny, i osie.
Współczesna produkcja w Westerlo:
Jak natomiast zmienił się w tym wszystkim proces produkcyjny? To doskonale widać na zdjęciach, które DAF opublikował teraz okazji 60-lecia zakładu. Najstarsze fotografie pochodzą jeszcze z czasów, gdy kluczowym elementem produkcji były prasy do metalu, spawarki oraz ludzkie dłonie. Dzisiaj w Westerlo mamy natomiast znaleźć około 145 robotów, przez co produkcja jest w dużej mierze zautomatyzowana. Nie do poznania zmieniły się także warunki lakiernicze, za sprawą nowej lakierni, długiej na imponujące 150 metrów i obsługującej 3000 różnych kolorów i odcieni. Również i tam spotkamy dzisiaj roboty, a także nowoczesne filtry oczyszczające powietrze po lakierowaniu.
Na koniec wspomnę jeszcze o dwóch ilościowych „kamieniach milowych”. W 2021 roku z zakładu w Westerlo wyjechała 3-milionowa oś marki DAF. Na wyprodukowanie takiej ilości firma potrzebowała więc 50 lat. Za to w roku 2026, już w najbliższych miesiącach, przewiduje się wyprodukowanie 1,5-milionowej kabiny.


























