Emons Group to kolejna znana nazwa z branży transportowej, którą wymienia się przy nowych zamówieniach na gazowe ciągniki. Mowa jest przy tym o 23 egzemplarzach, które dołączyły do dotychczas pracującej już setki.
Holenderski gigant, jeżdżący między innymi na polskich oraz czeskich rejestracjach, zdecydował się na 23 sztuki nowego Volva FH Aero LNG. Ciągniki te będą pracowały w transporcie międzynarodowym i obsłużą naczepy typowe dla Emons Group, czyli specjalistyczne, niskopodwoziowe pojazdy o niezależnym zawieszeniu. Będą wśród nich zarówno inloadery do przewozu szkła, jak i dwupokładowe, 54-paletowe naczepy typu 2Win. Dlatego też część z tych 23 egzemplarzy otrzymała siodła o regulowanej wysokości, zapewniające większą uniwersalność.
Wraz z odbiorem 23 nowych „FH-aczy”, gazowa flota Emons Group powiększyła się do około 120 egzemplarzy. Jednocześnie firma oznajmiła, że wszystkie te pojazdy będą tankowane bio-LNG, a więc paliwem wytwarzanym z odpadów spożywczych lub ze zwierzęcych odchodów. Co natomiast taka charakterystyka paliwa oznacza w praktyce? Z ekologicznego punktu widzenia, bio-LNG niemal całkowicie eliminuje emisję gazów cieplarnianych, która wystąpiłaby w przypadku jazdy na zwykłym, kopalnianym LNG. Ponadto, w przeciwieństwie do zwykłego LNG, często sprowadzanego z innych kontynentów, bio-LNG jest paliwem produkowanym przede wszystkim lokalnie. Oznacza to niezależność od wahań na światowym rynku i może wyjaśniać, dlatego w Europie Zachodniej bio-LNG można obecnie tankować za mniej niż 50 centów.













