18 lat, półtora miliona i ciągłe trasy na północ Skandynawii – Sesja Miesiąca 07/25

Witam w kolejnym artykule z serii „Sesja Miesiąca”, przygotowywanej we współpracy z fotografem Heńkiem Anielskim (Ciężarówki w obiektywie spottera). Staramy się tu prezentować samochody ciężarowe od jak najciekawszej strony, wyszukując egzemplarzy z interesującą historią lub po wyróżniających się modyfikacjach. Zwieńczeniem projektu są doroczne kalendarze ścienne, a wszystkie dotychczasowe sesje możecie przejrzeć tutaj. Jeśli natomiast macie swoją kandydaturę pojazdu do opisania, zachęcamy do przekazania jej mailowo, pod adresem [email protected].

Nasza dzisiejsza sesja nie bez powodu przypadła na letni miesiąc. Przyjrzymy się bowiem ciężarówce, która zjeżdża do Polski tylko na szczególne okazje, takie jak zloty z serii Pomorska Miss Scania lub Master Truck Show. Za to przez resztę roku pojazd bardzo ciężko na siebie zarabia, pozostając w Skandynawii i wykonując trasy między Danią a północną Norwegią. Nierzadko są to przejazdy aż na norwesko-rosyjskie pogranicze, na wybrzeże Morza Barentsa, często wykonywane w skrajnych warunkach pogodowych i z ładunkami ważącymi blisko 30 ton. Co natomiast jest w tym wszystkim najciekawsze, to fakt, że mówimy o samochodzie już pełnoletnim, mającym za sobą ponad półtora miliona kilometrów przebiegu.

Cała ta historia zaczęła się w 2021 roku, gdy Sebastian Krzyżaniak spod Łęczycy był jeszcze kierowcą w duńskiej firmie transportowej. Podobnie jak u trzech poprzednich pracodawców, w tym dwóch innych firm z Danii oraz jednego przewoźnika z Polski, odpowiadał tam za trasy do Skandynawii, w tym także na daleką północ. Lubił ten kierunek i bardzo dobrze się w nim odnajdywał, a w pewnym momencie zaczął myśleć o założeniu własnej działalności. Skorzystał z oferty współpracy z firmą Thermo Transit, dla której jeździł jeszcze u Duńczyka i postanowił przeznaczyć oszczędności na zakup trzyosiowego, typowo skandynawskiego ciągnika. Oczywiście chodziło tutaj o układ z długą ramą oraz trzecią osią wleczoną, sprzyjający odpowiedniej trakcji w zimowych warunkach.

W momencie kupowania tego pierwszego ciągnika nic nie wskazywało, że będzie to kiedyś pojazd zdobywający uznanie na zlotach. Sebastian miał bowiem mocno ograniczone fundusze, a skandynawskie konfiguracje z trzyosiowym układem typu „boogie” nie należą przecież do tanich. Dlatego zdecydował się na zakup Scanii R500 Highline Euro 4 z 2007 roku, która dopiero co zaliczyła rok wrastania w ziemię. Pojazd ten wymagał nie tylko zwykłej troski, ale wręcz pewnego remontu, choć miał też dwie ogromne zalety. Raz, że bez problemu zmieścił się w budżecie, oferując przy tym właściwą konfigurację. Dwa, że miał pewną przeszłość i pochodził ze znajomych rąk. Przez poprzednie dwa lata ciężarówka należała bowiem do kolegi Sebastiana, najpierw przez rok służyła mu do pracy, po czym przez rok stała z powodu problemów w firmie. Do 2019 roku pracowała natomiast w Danii, prowadząc tam naczepę samowyładowczą.

Jak podlicza dzisiaj Sebastian, by czerwona „R-ka” wyjechała na daleką Norwegię, wymagała równie wysokich środków, co cena jej zakupu. Dlatego początkowo zachował zatrudnienie jako kierowca w Danii, przygotowując Scanię w wolnych chwilach, przy okazji pobytów w domu. Najwięcej pracy wymagała przy tym wspomniana rama, rozebrana do każdej śrubki, wypiaskowana i odmalowana. Malowania nie uniknął też zderzak przedni i atrapa chłodnicy, podczas gdy resztę kabiny poddano polerce. Dużo uwagi wymagał też układ hamulcowy – trzeba było zniwelować straty po rocznym postoju i przygotować pojazd na drobiazgowe, norweskie kontrole. Nie brakowało przy tym ciężkich chwil, podobnie zresztą jak przy pierwszych trasach, gdy świeżo upieczony przewoźnik spotkał się między innymi z awarią rozrusznika  na promie. Zapewne nigdy nie zapomni jak z pokładu ściągał go portowy Terberg, a następnie musiał leżeć w deszczu pod ciągnikiem, przeklinał umiejscowienie rozrusznika w „V-ósemce” i zapożyczał się na dostawę zregenerowanego elementu z Polski.

Przez pierwsze dwa lata plan pozostawał bardzo prosty: jeździć jak najwięcej, odrobić poniesione wydatki i po prostu utrzymać się na rynku. Sprawy szybko zaczęły jednak wychodzić na prostą, tym bardziej, że obiecana współpraca z firmę Thermo Transit jak najbardziej wypaliła. Dlatego po dwóch latach, gdy cały biznes zaczął się spinać, w końcu można było zacząć myśleć o wydawaniu środków dla przyjemności. Tak „euro czwórka” stopniowo zaczęła się zmieniać, otrzymując między innymi pełne orurowanie przednie, coraz to nowe elementy oświetlenia, a nawet modyfikację wnętrza. W tej ostatniej kwestii zaprocentowało regularne przeglądanie duńskich ofert w serwisie Facebook Marketplace. Właśnie tam, zaledwie 20 kilometrów od jednego z rozładunków, Sebastian znalazł pełen zestaw używanych, tuningowanych paneli do wnętrza, obszytych skórą oraz pluszem. Składały się na to ściana tylna, podsufitka, boczki drzwiowe, konsola górna z szafkami oraz boczki przy łóżku. Krótko później udało się też kupić skórzane fotele, a wszystko to przewoźnik zamontował w kabinie własnoręcznie, uprzednio poddając gruntownemu odświeżeniu.

Szybko przydatny okazał się fakt, że Scania pochodziła oryginalnie z duńskiego rynku. Pierwszy właściciel pojazdu zadbał o oficjalne dopuszczenie do pracy w 70-tonowych zestawach, przez co Sebastian mógł łatwo dopasować się do norm obowiązujących w Norwegii. Kilkukrotnie wyjeżdżał nawet na zastępstwo w 25-metrowych konfiguracjach z tak zwanymi linkami. Pojazd oryginalnie otrzymał też bogate wyposażenie, między innymi z pneumatycznym zawieszeniem wszystkich osi, zapewniającym bardzo komfortowe właściwości jezdne. Poza tym jeszcze u duńskiego dealera – słynnej firmy Stiholt – ciągnik otrzymał powiększony, 670-litrowy zbiornik paliwa po lewej stronie ramy, specjalnie dopasowany do trzyosiowego podwozia. Z prawej strony pierwotnie zamontowano zbiornik hydrauliki, ale ten został przez Sebastiana zdemontowany i zastąpiony kolejnym, 250-litrowym zbiornikiem paliwa. Ponadto, już w ubiegłym roku, cały tylny podest został obudowany, otrzymując nowe oświetlenie i tylny zderzak z szafką. Wykonaniem tych elementów zajął się niejaki Dadus, prowadzący warsztat J&J Truckstyling z Ostrowi Mazowieckiej. Również u niego zmodyfikowano układ wydechowy, łącząc „trójnik” oraz dwa okazałe kominy, pięknie wystające ponad kabinę.

Oczywiście na modyfikacjach troska o samochód się nie skończyła. Pamiętajmy bowiem, że mowa o ciągniku, który kursuje po jednych z najbardziej wymagających tras w Europie. Zwłaszcza jesienią i zimą są to trasy gęsto obsadzone przez norweskich inspektorów, których działania bardziej przypominają kompleksowe badania techniczne niż przydrożne kontrole. Nie było tu więc innej drogi niż utrzymywanie Scanii w idealnej kondycji. Sebastian z dumą podkreśla, że jeszcze nigdy kontrola tego pojazdu nie skończyła się zakazem jazdy przez stan techniczny. Norwegowie ewidentnie podzielają jego entuzjazm, skoro przymykają oko na oświetlenie i zmodyfikowany wydech. Ze szczególną troską przewoźnik traktuje układ hamulcowy, za priorytet stawiając równomierność hamowania obu kół na danej osi. Ma też zwyczaj co roku wymieniać opony osi napędowej na nowe, zawsze sięgając po duńskie, zimowe nalewki. Ich wadą jest co prawda ekstremalnie szybkie ścieranie, ale za to miękka guma zapewnia w trudnych warunkach świetne właściwości trakcyjne. Poza tym jedna ze zmian w pojeździe została wymuszona przez zaostrzające się przepisy. Było to ubiegłoroczne zastąpienie starego tachografu cyfrowego najnowszym, inteligentnym tachografem drugiej generacji, z systemem lokalizacji satelitarnej. Na szczęście obyło się przy tym bez problemów technicznych.

Wszystko to razem stworzyło samochód, który pomimo 18 lat w dowodzie i obecnie 1,6 miliona kilometrów na liczniku potrafi skutecznie na siebie zarobić, a jednocześnie zapewnić mnóstwo radości z jazdy. 16-litrowy, 500-konny silnik Euro 4, będący jedną z pierwszych „V-ósemek” z wtryskiem AdBlue, pozostaje oryginalny i bezproblemowy. Maksymalny moment obrotowy 2400 Nm, bardzo wysoki jak na „euro czwórkę” zapewnia dobrą dynamikę na górskich podjazdach. Zużycie paliwa można uznać za akceptowalne gdyż pomimo bardzo trudnych warunków pracy oraz braku ospojlerowania średnia z całego roku – z rybami wożonymi na południe oraz innymi ładunkami zabieranymi na północ – oscyluje wokół 36 l/100 km. Kilka dodatkowych słów należy się też 12-biegowej przekładni, nadal obsługiwanej manualnym drążkiem. Sebastian jest pełen uznania dla tej klasycznej technologii, twierdząc, że świetnie sprawdza się ona w warunkach norweskiej zimy, zapewniając pełną kontrolę nad układem napędowym.

Pisząc te wszystkie pochwały dla pełnoletniego ciągnika, trzeba podkreślić pewną rzecz. Firma Ice Liner, bo tak Sebastian nazwał swoją działalność, rozrosła się w ostatnim czasie do łącznie siedmiu ciągników. Udało się pozyskać trzy kolejne Scanie V8 na trzyosiowych podwoziach, również kursujące na północ Skandynawii, a także trzy dwuosiowe Scanie z silnikami rzędowymi, jeżdżące w kierunku Europy Południowej. Wszystkie te pojazdy są znacznie nowsze od prezentowanego, każdy ma też większą kabinę i zautomatyzowaną skrzynię biegów. Dopóki jednak Sebastian sam jeździł na pełen etat, „euro szóstki” zawsze przekazywał kierowcom, a sam trzymał się swojej ulubionej „euro czwórki” z „manualem”. Następnie, gdy postanowił jeździć bardziej sporadycznie, klasyczny i niski ciągnik zaczął przyciągać kierowców-pasjonatów. Obecnie jeździ nim Paweł, który przyszedł do firmy rok temu, z entuzjazmem przesiadając się na R500 V8 Euro 4 z praktycznie nowej 530S V8 Euro 6.

Co natomiast będzie w tej historii dalej? Choć opisywany pojazd wzbudza mnóstwo pozytywnych emocji, lata pracy w zimowych warunkach robią niestety swoje. Nie chcąc więc doprowadzić do sytuacji, w której Scania zostanie nadmiernie wyeksploatowana lub ulegnie krytycznemu skorodowaniu, Sebastian ma już w głowie konkretny plan. Nadchodząca zima ma być ostatnią, którą czerwona „R-ka” spędzi w nieustannym ruchu na północ Skandynawii. Następnie, wiosną 2026 roku, ma zjechać do kraju na znacznie dłuższą przerwę. W planach jest wówczas drobiazgowe odrestaurowanie pojazdu, między innymi przy współpracy z autoryzowanym serwisem. Szacuje się, że prace te pochłoną około dwóch lat, po czym Scania ma powrócić na drogi jako ciągnik bardziej hobbystyczny. Właściciel zamierza wrócić do prowadzenia go tylko osobiście, raz na jakiś czas wykonując szybkie „kółko” na północ. Poza tym pojazd ma cieszyć oko na zlotach, zamieniając się w przyszłości w piękny zabytek.

Pełna sesja zdjęciowa: