banner2
Opublikowane 17 kwi, 2016

Wspomnienia z trasy do Iranu w barwach PEKAES Warszawa – część 31

Marzenia się spełniają – Wspomnienia z pierwszej jazdy do Iranu

Część 31

31 stycznia, poniedziałek

Nazajutrz rano Władek z Zygmuntem pojechali do tureckiego przedstawiciela TURTRANS-a, który znajdował się na parkingu, na którym nocowaliśmy. W trakcie rozmowy przedstawiciel TURTRANS-a powiedział, że rzeczywiście w Sivas powinno to zostać przez tamtejszą policje i spedytora odnotowane. Nie zrobiono tego, więc teraz musi Zygmunt zapłacić. Dzwoniąc i uzgadniając z policją kwoty uległy zmianie. Zygmunt miał zapłacić 1500 TL, a Władek 1000 TL za przekroczenie szybkości. No, to już była duża zmiana, a nie jak to było dotychczas, że oboje mieli zapłacić po 5000 TL, jak to chciała policja. Po tej rozmowie mieli jechać po odbiór dokumentów. No i chłopaki wrócili na parking z radośniejszymi humorami. Po zajechaniu na policję Władek z Zygmuntem poszli odebrać swoje dokumenty. Po dłuższym czasie chłopaki wracają zdenerwowani, złorzecząc i nie przebierając w słowach życząc wszystkiego najgorszego tutejszej policji. Zygmunt zapłacił 3000 TL a Władek 1500 TL. Tylko, że tym razem otrzymali pokwitowania. Nie mieli już żadnego innego wyjścia, tutaj w tych ostatnich górach, gdzie nie ma się do kogo zwrócić o pomoc, więc zapłacili. Nie mając innego wyjścia ruszamy dalej. Pogoda jest bardzo ładna, ale droga jest bardzo śliska, dookoła wszędzie leży dużo śniegu.

opowiadania ciezarowka do iranu 31-1Na razie jedziemy bez łańcuchów. Nie jedziemy szybciej jak 50 kilometrów na godzinę. Po ujechaniu około 30 kilometrów znowu zostajemy zatrzymani przez policję, która wmawiała nam znowu, że jechaliśmy za szybko. Pozabierali karty policyjne, nie zaglądając nawet w tarczki tachografu  każąc sobie płacić po 3000 TL. Myśmy się nie zgodzili mówiąc i pokazując tarczki, że nie ma tutaj żadnego przekroczenia szybkości. Ale policja stanowczo twierdziła, że przekroczyliśmy dozwoloną szybkość. Aż dziwne bo dotychczas tarczki dla nich były wiarygodne, ponieważ oni nie mają radarów i dotychczas wyłącznie opierali się na tarczkach tachografu. Więc usiedliśmy każdy w swoim samochodzie, uzgadniając wcześniej, że nie płacimy tym skur ….yńskim  sępom ani jednego tureckiego lirasa. Postaliśmy tak około jednej godziny. I po tym czasie oczekiwania przyszli dwaj policjanci oddając nam karty policyjne, jednocześnie coś mamrocząc i gestykulując w naszym kierunku. I znowu mamy jedną godzinę do tyłu. A więc ruszyliśmy i ujechaliśmy nie więcej jak 4-5 kilometrów i znowu zatrzymała nas Policja wmawiając to samo. Ale gdy zobaczyli, że na tarczkach nie ma przekroczeń zaczęli wmawiać, że Władek wyprzedził Bułgara na ciągłej linii. A na tym czarnym asfalcie nie było najmniejszego śladu po linii ciągłej.

opowiadania ciezarowka do iranu 31-3Tutaj w górach gdzie jeżdżą dziennie setki a może i tysiące samochodów i przy opadach śniegu są sypane duże ilości żwiru lub piasku. Linie, które były widoczne latem niestety, teraz są już niewidoczne. A więc znowu pozabierali nam karty policyjne i kazali sobie płacić po 3000 TL, ale przed nami zatrzymali również Niemca, który jak się później okazało już zapłacił 3000 TL za przekroczenie szybkości i wyprzedzanie na linii ciągłej. Ale tym razem od niego chcieli już 5000 TL. Policjant, który nas zatrzymał, kazał mi wyjechać z tej kolejki i miałem jechać dalej. Liczył się z tym, że będzie miał jednego świadka mniej, ale ja odmówiłem, mówiąc do niego po  niemiecku i wtrącając parę słów tureckich, że będę to wszystko obserwował i, że my trzej jedziemy razem z Iranu. Gdy ja siedziałem w samochodzie, Władek stał pomiędzy samochodem policyjnym i moim, tłumacząc policjantowi, że nie było żadnego wyprzedzania bułgarskiego samochodu. Policjantowi najwidoczniej puściły nerwy i chciał Władka uderzyć w twarz, ale się zorientował, że widzi to jeszcze kierowca niemiecki. Więc sięgnął ręką po pistolet, lecz go nie wyjął. Władek widząc, że agresywność policji jest taka i policjant sięga po broń, rozerwał koszulę na piersiach i krzyczał: strzelaj!!! strzelaj!!!  Było to w dzień i zbyt dużo świadków. Po tym zajściu policjant  doszedł do mojego samochodu i waląc pięścią w drzwi kazał mi odjeżdżać, ale ja ponownie odmówiłem. W tym czasie Władek podszedł do kierowcy niemieckiego, który też to wszystko widział i w rozmowie dowiedział się, że niedaleko stąd znajduje się posterunek policyjny. Udaliśmy się wszyscy razem, zostawiając dokumenty w samochodzie policyjnym i udając się na wskazany posterunek, który, jak się okazało, był w miejscowości Kizilcahamam. Kierowca niemiecki jechał pierwszy. Zajechaliśmy na posterunek, gdzie było kilku policjantów można to nazwać bardziej inteligentnych i z wyższą rangą, którzy wysłuchawszy nas połączyli się z samochodem patrolowym i przez dłuższą chwilę rozmawiali po swojemu. Po czym zaczęli się jeszcze raz wypytywać mówiąc po niemiecku. Natomiast drugi z nich  rozmawiał z kierowcą niemieckim po angielsku, pytając się czy faktycznie policjant sięgał po pistolet i był tak agresywny. Kierowca niemiecki to potwierdził. Zygmunt, który znał dobrze angielski, po chwili nam to też powiedział. Po około półgodzinnej rozmowie zostały przywiezione wszystkie dokumenty. W pierwszej kolejności dostał je kierowca niemiecki, który nic nie płacił i odjechał. Natomiast nam  znowu tłumaczono, że na górze stał ukryty policjant z lornetką i krótkofalówką podając numery samochodów, które wyprzedzały na linii ciągłej.

opowiadania ciezarowka do iranu 31-4Ale my trzymaliśmy się twardo naszej wersji i tłumaczyliśmy, że tam linii ciągłej nie widać, bo jest ona starta przez jeżdżące samochody i nie stworzyliśmy żadnego zagrożenia. Policjant widział, że jesteśmy nieugięci i na pewno w tym przypadku mamy rację. A więc oddał dokumenty Władkowi i Zygmuntowi, życząc dalszej spokojnej jazdy. No i wyszliśmy wszyscy trzej zadowoleni, ale  przeklinając soczyście tutejszą turecką policję. To są prawdziwe dzikie hieny, nie przepuszczą nikogo bez haraczu. Ta dzikość w ich twarzach mówiła sama za siebie, prawdziwe dzikie bestie. Tutaj być policjantem to tak, jakby się miało kopalnie złota. Teraz znowu musimy uważać na te policyjne sępy, bo bardzo się uaktywnili i są bardzo pazerni na pieniądze. Są oni okropni i bezlitośni. Współczuję tutejszym kierowcom tureckim. Kto tego nie doświadczył, to tego nigdy nie zrozumie. Trudno się z nimi dogadać, bo nie umieją po niemiecku, ani po angielsku. Oni wszędzie widzą wielki problem i chcieli by zaraz parę paczek papierosów i to tych najlepszych, czyli bakszysz. Bo jak nie to każą sobie płacić wysokie mandaty i to bez faktury 3000 TL, a z fakturą 5000 TL. Poznałem tę policję i jej działania jeżdżąc wcześniej do Iraku i Kuwejtu. Ale to, co dzisiaj przeżyliśmy, to przekroczyło wszelką moją wyobraźnię. Ale cóż zrobić. Takie jest życie jeżdżących kierowców na Bliski Wschód po tych okropnych dziurawych drogach. Jak na razie drogę mamy trochę zaśnieżoną. ale nie ma dużych i długich  stromych podjazdów i zjazdów. Na poboczach i stokach gór leży jeszcze sporo śniegu.

opowiadania ciezarowka do iranu 31-5 opowiadania ciezarowka do iranu 31-6

Za Kizilcahamam  jest długi zjazd. Droga jest raz pokryta resztkami śniegu i lodu. Nie jedzie się tak źle, bywało trudniej.  Tutaj już zaczyna się większy ruch. Po drodze mijamy małe miasteczko Gerede i znowu zatrzymuje nas policja sprawdzając tarczki w samochodzie.  Policjant wchodził do samochodu z lewej strony mając przy tym drzwi na całą szerokość otwarte a ja  muszę  otwierać tachograf i wyciągać tarczki. Obok przejeżdżają samochody, ale policji to nie rusza, bo oni są tutaj wszechmocni,  to jest władza, która wszystko może. Po tej kontroli nie mieli się do czego przyczepić, ale koniecznie chcieli bakszysz, czyli paczkę ich ulubionych papierosów. Nie dostali nic, dość tych bakszyszy. Wczoraj i dzisiaj już dosyć na wyrywały nam te sępy pieniędzy. Jedziemy dalej, pogoda nadal jest ładna.

opowiadania ciezarowka do iranu 31-7Ruch na drodze jest większy, jedzie wiele samochodów osobowych. Oni to też się bardzo śpieszą i zajeżdżają nam często drogę. Ale na to już  nic nie poradzimy, musimy myśleć za nich, bo jesteśmy  w ich kraju. Do Istambułu pozostał nam jeszcze jeden długi podjazd na górę Bolu.  Jak się później okazało droga była czysta, tylko na poboczach stały czarne drewniane słupy z zamontowanymi latarniami stojącymi na krawędzi jezdni.

opowiadania ciezarowka do iranu 31-8opowiadania ciezarowka do iranu 31-9Widać jeszcze sporo zalegającego śniegu na poboczach, a na pewno to jest jeszcze ten śnieg, który tak nam uprzykrzał jazdę do Iranu. A było go naprawdę bardzo dużo, gdyż na tej górze mieliśmy spore problemy z wjazdem i zjazdem, ponieważ nie mieliśmy wtenczas  założonych łańcuchów. Jadąc tą drogą mijamy te czarne pale z lampami, a za nimi jest już krawędź drogi, bo później jest już tylko bardzo stromy i długi spad około 500-600 metrów w dół. A staczając się w tą otchłań nie ma się już żadnych szans przeżycia. I tak mi się przypomniało, jak jechałem zeszłego roku i była przełamana bariera, a w dole leżał porozrywany na kawałki samochód ciężarowy. Jak się później okazało, był to samochód bułgarski, niestety kierowca zginął. Dobrze, że dzisiaj są tak dobre warunki drogowe i pogodowe. Po drodze znowu jest patrol policyjny, na którym musimy podstemplować kartę policyjną. Tutaj policjanci już się nas nie czepiają, mając na poboczu cztery tureckie samochody ciężarowe. Teraz to już mają pewny bakszysz od tureckich kierowców. Z jednej strony jest to dobre, że tureccy kierowcy są przez policję tak często kontrolowani, ponieważ jeżdżą bardzo nierozważnie i brawurowo, wymuszając pierwszeństwo co jest przyczyną wielu wypadków. Tutejsi kierowcy tureccy czują się na swoich drogach bardzo pewnie i tylko policja może ich trochę utemperować. Po podstemplowaniu kart policyjnych jedziemy spokojnie i równo, droga jest ładna. Wjeżdżając do Duzce jest już szaro, słońce zaczyna zachodzić.

opowiadania ciezarowka do iranu 31-10Przejeżdżając przez to małe miasteczko przypomniało mi się jak jadąc do Iranu było tutaj półtora metra śniegu i te zasypane małe domki. Teraz to już śniegu pozostało niewiele. Tak to można jechać, po drodze, na której nie ma już śniegu, a temperatura jest dwa w plusie. Tutaj to już widać inne życie. Przejeżdżając przez małą miejscowość Hendek  mijam się z dwoma Fiatami z naszej zajezdni i znowu dwie chłodnie, zapewne z jajami do Iranu. Mrugamy długimi światłami i podnosząc rękę. Jak to dobrze, że my już wracamy. Dojeżdżając do Izmitu  jest już ciemno, a do Istambułu pozostało 80 kilometrów. Tutaj po śniegu nie ma już śladu. Wjeżdżając na drogę dwupasmową jedzie się komfortowo. Nie ma teraz dużego ruchu. Przed samym Istambułem natrafiamy jeszcze na jedną kontrolę policyjną która sprawdza karty policyjne, stawia pieczątki i kontroluje  szybkość wyrysowaną przez tachograf na tarczkach. Jadąc tą dwupasmówką chciało by się trochę przyspieszyć, ale nie tutaj, bo można mieć niepotrzebne koszty i problemy. Jechaliśmy bardzo rozważnie. Na szczęście jest wszystko porządku i każą nam jechać dalej. Ta policja jest już tutaj inna, a niżeli ta, na którą wcześniej natrafiliśmy. Jest już trochę inna kultura, bo wiadomo, że zbliżamy się do Europy i dzieli nas tylko cieśnina Bosfor. Do parkingu na słynnym Harem pozostało nam już tylko 25 kilometrów, a więc za małą godzinkę dojedziemy. Nie ma się co spieszyć. No i jest wreszcie ten upragniony parking. Tureccy stróże porządku pytają się, o której godzinie jutro wyjeżdżamy, bo muszą nas tak ustawić, żeby tym co wcześniej wyjeżdżają nie tarasowaliśmy wyjazdu. Umówiliśmy się, że wyjeżdżamy jutro o godzinie 11. A więc parkujemy na samym końcu parkingu. I tak po tym całym ciężko przeżytym dniu, idziemy na Bulwar Bosfordzki, na barani szaszłyk i birasi. Musimy trochę odreagować ten  dzisiejszy dzień. Po wejściu do knajpki podeszliśmy do stolika przy oknie, gdzie widać przepływające olbrzymie statki, które co chwile  buczą tymi donośnymi syrenami. Nie zdążyliśmy jeszcze usiąść a już był przy nas mały kelner, mówiący trochę po polsku „dzień dobry można u nas dobrze zjeść i tanio”. I rzeczywiście po zjedzeniu baraniego szaszłyka i z dużą ilością zieleniny zlanej obficie oliwą z oliwek i cytryną oraz wypiciu dwóch birasi wyszło po 260 tureckich lirasów, czyli niecałe półtora dolara. Rzeczywiście nie było to drogo, mały kelner mówił prawdę. Pogawędziliśmy trochę o tych tureckich sępach i zrobiła się już godzina 22:50. A więc trzeba iść spać. Dzisiaj nie będę już pisał tych dzisiejszych przeżyć. Uzgodniliśmy, że wstajemy o siódmej. Dzisiejszą noc jeszcze spędzimy w Azji, a jutro po zrobieniu zakupów przejedziemy słynnym mostem nad Cieśniną Bosfor i wjedziemy na kontynent Europejski. Jutro mamy plan dojechać tylko na parking w Kapikule, bo i tak nie zdążymy się odprawić.

Dzisiaj przejechałem 398 kilometrów i przepracowałem 14 godzin.

Orientacyjna mapa dzisiejszej trasy:


Autorem tekstu jest Adam Frąckowiak, którego osobę przedstawiałem we wstępie dostępnym TUTAJ. Seria tekstów o transporcie do Iranu powstaje dzięki pomocy Niezależnego Forum Nowego Tomyśla i okolic.


Kolejny odcinek – TUTAJ

Poprzednie odcinki – TUTAJ


WYKOP ten tekst!

Ten wpis ma 2 komentarzy

  1. Człowiek pisze:

    Moja ulubiona seria!
    Pozdrowienia dla pana Adama. :)

  2. dakutrans pisze:

    To jeszcze granica,kilka krajów i finał.Może teraz zakładka z opowiadaniami z tras innych kierowców Szeryfie??Oczywiście tych z mocnymi wrażeniami jak i pouczającymi ma sie rozumieć , stworzy się zbiór opowiadań takie „Vademecum dla młodych kierowców” może zaszczepi się troche młodych adeptów tej profesji i uczuli na pewne rzeczy.Pozdrowienia

Odpowiedz