transeu-daily
Opublikowane 22 lis, 2016

Toyota pracuje nad elektryczną cięzarówką na ogniwa paliwowe – zasięg może wynosić nawet 2000 km

hino_700_ciagnik

Dwa lata temu Toyota zaprezentowała rewolucyjny samochód osobowy – model Mirai, napędzany przy pomocy ogniw paliwowych, mający 700 kilometrów zasięgu, a jednocześnie będący po prostu praktycznym sedanem do codziennego użytku. W ostatnich dniach Japończycy poszli jednak o krok dalej, przygotowując zasilany ogniwami autobus FC Bus, a teraz także zapowiadając na przyszły rok premierę super ekologicznej ciężarówki.

Podobnie jak modele Mirai oraz FC Bus, nowy samochód ciężarowy Toyoty będzie wyposażony w silniki elektryczne, czerpiące prąd z wodorowych ogniw paliwowych. Taki układ ma być nie tylko przyjazny dla środowiska, ale także powinien zaoferować rozsądny zasięg, pozwalający na swobodną pracę w transporcie.

toyota_fc_bus

Żadne szczegóły na temat ciężarówki nie są jeszcze znane. Nie brakuje za to oficjalnych danych dotyczących autobusu, które dadzą nam pewien pogląd na technologiczne możliwości Toyoty. Zasięg? Dzięki dziesięciu zbiornikom na wodór Toyota FC Bus może przejechać bez tankowania nawet 2000 kilometrów. Samo tankowanie zajmie mniej niż 10 minut, a moc silników elektrycznych to 306 KM i 670 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Bardzo ciekawa jest również cena, wyliczona na mniej więcej milion euro.

Warto też wspomnieć, że autobus powstał we współpracy z firmą Hino i czegoś takiego można się spodziewać także w przypadku auta ciężarowego. Przypomnijmy, że Hino to japoński producent samochodów ciężarowych, należący do koncernu Toyota i sprzedający swoje pojazdy między innymi w Japonii, Australii, RPA, czy też Stanach Zjednoczonych. O dużych ciągnikach siodłowych tej marki wspominałem w poniższym tekście:

Kabiny sypialne w japońskich ciężarówkach na długie trasy, czyli 2 łóżka na jedynie 2 metrach

WYKOP ten tekst!

Ten wpis ma 5 komentarzy

  1. pete379 pisze:

    Moim zdaniem powinni popracować nad wielkością kabin, a potem dopiero nad elektrycznym zasilaniem.

    • miki pisze:

      po co? Niebawem czynnik ludzki będzie potrzebny tylko do programowania trasy i konsumowania przewożonego dobra. Zniknie kabina, znikną 2 kotły, znikną narzekający Krakersi. Będzie mały aerodynamiczny „koń” i tyle.

      • Tomek pisze:

        Za jakieś 200 lat

      • Lel pisze:

        NIEDARADY!

        Pisałem o tym wielokrotnie. Na tym świecie nie da rady przewieźć w transporcie kołowym ładunku bez kierowcy w kabinie. Nie ma opcji najmniejszej. Świat będzie się palił przez to, że komputery i roboty zabiorą pracę, ALE kierowca pozostanie i będzie NIEZBĘDNY.

        DLACZEGO?

        Bardzo prosta sprawa. Kradzież takiego małego aerodynamicznego „konia” będzie absurdalnie łatwa i prosta. Grupa złodziei wyhamuje taki pojazd, zapsika czujniki/kamery ewentualnie po prostu odłączy samochód z połączenia, tak jak dzisiaj odłączają gpsy w autach, by kradionych aut nie można było znaleźć i chulaj dusza. Ciężarówki znaleźć się nie da, bo rozwalona, towaru w niej nie ma od kilku godzin, a złodzieje przeszczęśliwi.

        Tak jak mówiłem, NIE MA OPCJI na bezzałogowe ciężarówki. Najmniejszej. Nawet nie podnoszę problemu średniej klasy w największym zawodzie świata, czyli kierowcy, którzy by po prostu anonimowo podkładali kolce pod takie ciężarówki itp.

        Automatyzacja ciężarówek to bajka dla dzieci i tępych.

        A żeby ktoś siedział dniami i nocami w tej kabinie, trzeba mu dać główną i chyba jedyną zaletę tego zawodu, czyli kierownicę w łapę. :)

Odpowiedz