banner2
Opublikowane 2 lis, 2016

Niemieckie myto ma zależeć od emisji CO2, promując małe pojemności, gaz ziemny i silniki elektryczne

iveco_stralis_np_lng

Na zdjęciu: Iveco Stralis NP z 400-konnym, 8,7-litrowym silnikiem na LNG

Dzisiaj wysokość opłat za drogi zależy od ilości osi oraz spełnianej normy Euro. Niemcy chcieliby jednak pójść o krok dalej, zamiast patrzyć na normy Euro, uzależniając wysokość opłat bezpośrednio od emisji dwutlenku węgla. Takie plany wyjawił sam niemiecki rząd, więc ich realizacja w bliżej nieokreślonej przyszłości wydaje się być jak najbardziej możliwa.

Uzależnienie opłat drogowych od emisji CO2 miałoby promować inwestowanie w ciężarówki na paliwa alternatywne. Przykładem może być tutaj płynny gaz ziemnego LNG, którego spalanie emituje o nawet kilkadziesiąt mniej procent CO2 niż spalanie oleju napędowego. Najbardziej opłacalne stałyby się zaś ciężarówki elektryczne, jako że w ich przypadku bezpośrednia emisja CO2 po prostu nie występuje.

Jeśli natomiast chodzi o samochody z silnikami spalinowymi, to pościg za ograniczeniem emisji CO2 zapewne doprowadziłby do gwałtownego ograniczenia pojemności skokowych. Można się bowiem domyślać, że przy wyliczaniu stawek opłat Niemcy posiłkowaliby się danymi uzyskanymi od producentów, w ramach homologacyjnych testów emisji. Faktem zaś jest, że bardzo wysilony silnik o niewielkiej pojemności wygeneruje w idealnych warunkach bardzo niskie spalanie, a wraz z tym niską emisję CO2. Już teraz coś takiego widzimy zresztą w branży samochodów dostawczych, gdzie do 3-tonowych pojazdów montuje się motory o pojemności zaledwie 1,6 litra, a wraz z tym do folderów trafiają obietnice abstrakcyjnie niskiego zużycia paliwa.

Dla wyjaśnienia: dzisiejsze normy Euro nie regulują kwestii emisji CO2. Ograniczają się one do substancji typowo szkodliwych, jak na przykład tlenki azotu.

To może Cię zainteresować:

WYKOP ten tekst!

Ten wpis ma 5 komentarzy

  1. driver pisze:

    tylko czekać na mruczący silnik 2,8 w Scanii

  2. pete379 pisze:

    No nic idę zakładać gaz do ZIŁa, podczepiać naczepę i jeździć na pohybel TollCollect.

  3. andrzej pisze:

    A ze taki silnik jest duzo mniej zywotny co prowadzi do zwiekszonej ilosci produkowanych produktow a zatem do zwiekszenia zatrucia srodowiska poprzez przemysl, nie mowiac o wiekszej ilosci smieci nadajacych sie lub nie do recyklingu to niewazne…jak zwykle chodzi o cholerna kase…

  4. Lel pisze:

    I takie 1.6 w dostawczakach palą wiadra paliwa, nie jadą, kopcą, dymią, zarzynane. Tak to wygląda. W samochodach jest podobnie. Silniki z niecałym litrem pojemności jarają więcej, jak stare dobre wolnossące 2.0.

  5. Rafik pisze:

    Tak to już jest i będzie na tym świecie, jeśli technologiami, transportem, przemysłem itp. nie zarządzają wybitni specjaliści technolodzy, a kasta finansjery i korpokrętacze. I jest tak, jak piszecie, koledzy Andrzej i Lel. Kiedyś dwulitrowy turbodiesel bez żadnych bajerów dawał radę kręcić na pół mln i więcej kilometrów. Obecne silniczki kosiarek ledwie dociągającą do dwustu tysięcy. Ale przecież dla korpokratów nie ważna jest trwałość produktu, a to, żeby firmy transportowe i indywidualni klienci regularnie, powiedzmy co trzy, cztery lata kupowali te ich ładnie opakowane rupiecie.

Odpowiedz