transfactor3665
Opublikowane 5 kwi, 2017

Ceny i osiągi nowego Isuzu D-Max 1.9 Ddi – samochód jest droższy i słabszy, choć nadal ma mieć zalety

isuzu_d-max_1.9_2017_1

Isuzu D-Max wjeżdża właśnie na polskim rynek w zmodernizowanym wydaniu. Polski importer opublikował już cennik nowej wersji, a także szczegóły dotyczące wyposażenia oraz danych technicznych. I niestety, wiele wskazuje na to, że D-Max może przestać być moim pickupowym faworytem…

Jak już kilkukrotnie obwieszczałem, wraz z przejściem na normę emisji spalin Euro 6 Isuzu D-Max pożegnało się z głośnym, ale za to wyjątkowo oszczędnym i dynamicznym, 163-konnym dieslem 2.5 TwinTurbo. Zamiast tego przygotowano jednostkę 1.9 Ddi, o niewielkiej pojemności, niewielkim maksymalnym momencie obrotowym (360 Nm, poprzednik miał 400) oraz bardziej wysilonej mocy maksymalnej (163 KM, jak u poprzednika). Pocieszenie to fakt, że niewielkie ma być także spalanie, będąc na poziomie aż 19 proc. niższym niż u poprzednika. Zresztą, mogło być słabiej, jako że na rynkach poza Europą ten sam silnik ma 150 KM i 350 Nm.

Jak natomiast wpłynęło to na ceny? Czy dzięki pojemności silnika poniżej 2 litrów, a więc podleganiu zaledwie 3,2-procentowej akcyzie, Isuzu D-Max z podwójną kabiną będzie teraz znacznie tańsze? Niestety, nic z tego. O ile bowiem poprzednią generację, z podwójną kabiną i w dosyć bogato wyposażonej wersji LSX, można było kupić za około 100 tys. złotych netto, to zmodernizowany D-Max w takiej samej opcji ma być wydatkiem dokładnie 113 450 zł netto. Inna sprawa, że wersja LSX ma teraz jeszcze lepsze wyposażenie, przewidujące m.in. nowy 7-calowy wyświetlacz z nawigacją, kamerę cofania, rozmaite systemy bezpieczeństwa oraz rozbudowany system audio. Co też ciekawe, pomimo modernizacji Isuzu nie zrezygnowało z pakietu dodatków o nazwie „Hunter”. Przewiduje on m.in. wciągarkę dziczyzny na skrzynię ładunkową, pełną zabudowę tyłu, rampę najazdową, klatkę dla psa oraz szufladę na broń. Koszt to 16 tys. złotych netto.

Isuzu obiecuje, że konstrukcja podwozia będzie równie wytrzymała, jak u poprzedników, a silnik z łańcuchem rozrządu, pomimo niewielkiej pojemności, może być bardzo trwały i niemalże bezobsługowy. Choć więc na papierze zmiany nie wyglądają zbyt pozytywnie, to chyba trzeba dać im szansę. Dodam tutaj jeszcze, że w lipcu będę miał okazję jeździć przez kilka dni tym samochodem i wówczas przybliżę Wam charakterystykę nowego silnika.

Pełen cennik Isuzu D-Max 1.9 Ddi znajdziecie tutaj.

isuzu_d-max_1.9_2017_5 isuzu_d-max_1.9_2017_4 isuzu_d-max_1.9_2017_2 isuzu_d-max_1.9_2017_3 isuzu_d-max_1.9_2017_6

WYKOP ten tekst!

Ten wpis ma 4 komentarzy

  1. 13*60 pisze:

    Silnik 1.9……w pickupie…hmmm.
    Dla mnie to robienie z klienta…idioty.
    Chyba ,że to auto dla pajaca jadącego do marketu po 10 kg ziemniaków.
    Innych zastosowań nie widzę.

    Porażka nie warta nawet 100 tysięcy brutto a gdzie reszta sensu ?

  2. 13*60 pisze:

    ps. mam w podobnych pojeździe silnik 2,8 i 450 niutków – uważam ,że to chechława słabizna. A kupiłem tylko dlatego bo następnym silnikiem jest 4,5 litrowa benzyna a ta mnie z oczywistych względów nie interesuje.

    • 13*60 pisze:

      I jeszcze jedno.
      Przeraża mnie ,że jak tak dalej pójdzie to moje wnuki będą jeździć z silnikami
      2+1 cylinder ….0,9 lita six-turbo :-)))

      Miałem nieco mniejszy silnik w Komarku !!!

Odpowiedz