baner665x124_3 665
Opublikowane 11 kwi, 2017

800-kilogramowy żubr przejechał z Łodzi do Poznania – użyto do tego platformy z dźwigiem HDS

Firmy oferujące transport z dźwigami HDS miewają najróżniejsze wyzwania. Ich ciężarówki potrafią być wykorzystywane m.in. do sadzenia drzew, przewozu jachtów, czy nawet transportu domów szkieletowych. Żeby jednak przewozić ciężarówką z HDS-em żubra, to już wyzwanie naprawdę unikalne. Zwłaszcza, że nie mam tutaj na myśli ani popularnego piwa, ani nawet dawnej ciężarówki.

Ów Żubr nazywał się Duduś, miał dziesięć lat, ważył około 800 kilogramów i wymagał transportu z Łodzi do Poznania. Wszystko dlatego, że w poznańskim ZOO mieszkały dotychczas tylko dwie samice, cierpiące na brak męskiego towarzystwa. Pozostaje jednak pytanie jak przetransportować takie zwierzę, będące chronionymi gatunkiem i mające w kopytach niemałą siłę? Na to pytanie musiała odpowiedzieć sobie firma Luktrans z Poznania, której ciężarówkę możecie zobaczyć na powyższym filmie. To właśnie to tego przedsiębiorstwa zadzwonił bowiem klient, który stwierdził, że:

a) potrzebuje transportu żubra;

b) to nie jest żaden żart.

Wszelkie informacje udało się pozyskać od Inspekcji Transportu Drogowego oraz Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii z Poznania. Wyjaśniło się przy tym, że fakt przewożenia gatunku chronionego nie wiąże się z żadnymi dodatkowymi wymaganiami – po prostu trzeba przestrzegać zasad dotyczących transportu zwierząt. Luktrans musiał więc zdobyć odpowiednie zezwolenie, a także zorganizować kierowcę o uprawnieniach konwojenta. Tutaj los okazał się przewoźnikowi sprzyjać, jako że jeden z firmowych kierowców pracował wcześniej przy transporcie trzody chlewnej i miał uprawnienia do przewozu zwierząt. Gorzej, że od kiedy na co dzień oglądał kontenery oraz ładunki ponadnormatywne, miejsce przechowywania tych uprawnień zupełnie wypadło mu z głowy. Tutaj jednak z pomocą przyszedł Powiatowy Inspektora Weterynarii w Nowym Dworze Mazowieckim, który słysząc o nietypowym transporcie zorganizował ekspresową pomoc – ledwie 2 godziny po rozmowie telefonicznej kierowca miał już duplikat swojego dokumentu.

Na tym jednak wyzwania się nie skończyły, jako że trzeba było jeszcze zorganizować odpowiedni transporter. ZOO wymagało, aby żubr wyruszył w trasę w specjalnej klatce, przystosowanej do jego zachowań. Skąd jednak firma transportowa ma taką klatkę zdobyć? Naturalnym rozwiązaniem wydawało się szukanie pomocy wśród miłośników tego gatunku. Zgłoszono się między innymi do „Dzikiej Zagrody”, hodującej żubry w województwie zachodniopomorskim. Właśnie tam znaleziono odpowiednią klatkę, bazującą na stalowej ramie i połączoną z grubą na 4 centymetry podłogą, pozbawioną jakichkolwiek szczelin i wykonaną z dębowych desek. Do tego doszło także dębowe zadaszenie z wentylacyjnymi otworami oraz – co dla firmy było niesamowicie dobrą wiadomością – uszy pozwalające na załadunek dźwigiem.

Z takim wyposażeniem czarny MAN TGX udał się do łódzkiego ZOO. Ciężarówka stawiła się na miejscu o godzinie 8 rano, natomiast do Poznania dotarła aż siedem godzin później. Jak to możliwe, skoro miasta te dzieli zaledwie 200 kilometrów jazdy autostradą? Po pierwsze, najpierw ciężarówka musiała dojechać do Dudusia, co wymagało demontażu bramy oraz kluczenia po bardzo wąskich alejkach. Po drugie zaś, trzeba było jakoś przekonać żubra, żeby wszedł do wstawionej do wybiegu klatki. Organizacja użyczająca klatkę ostrzegała Luktrans, że może być to dużym problemem. W rzeczywistości było jednak jeszcze gorzej, niż każdy by się spodziewał. Żubr po prostu nie zamierzał wchodzić do klatki, nie reagując nawet na swój największy przysmak, czyli świeże brzozowe gałązki. Nie pomogło także wyłączenie silnika oraz zdjęcie przez całą ekipę odblaskowych ubrań – z każdą chwilą żubr był coraz bardziej zirytowany, a klatka otrzymywała kopytami kolejne ciosy. Podobno najlepszym rozwiązaniem było pozostawienie klatki na kilka dni w zagrodzie, aby żubr mógł się do niej przyzwyczaić. Na to jednak nie było czasu, dlatego też pracownicy ZOO postanowili zwierzę przechytrzyć. Duduś został zagoniony do swojego „domu”, a przy wąskim wyjściu wstawiono klatkę. Tym samym 800-kilogramowy bohater artykułu w końcu wsiadł na pokład.

Klatka została zamknięta i przy pomocy żurawia MKG HLK-300 ustawiona na matach antypoślizgowych. Następnie otoczono ją dwoma pasami i przymocowano do platformy kolejnymi czterema. Ponadto transportowi cały czas miał towarzyszyć lekarz weterynarii –  w razie gdyby żubr zaczął walczyć z klatką, miał on zastosować pistolet ze środkiem nasennym. Szybko okazało się jednak, że dębowa klatka jak najbardziej Dudusiowi odpowiadała i przez całą drogę był on zupełnie spokojny. Nie walczył nawet w czasie podnoszenia przez dźwig. Warto też dodać, że z racji zaledwie 200-kilometrowej odległości, po drodze nie trzeba było też robić żadnego postoju. Gorzej, gdyby czas transportu przekroczył 8 godzin – wówczas konieczne byłby postój na żubrzy posiłek.

Jako ciekawostkę jeszcze dodam, że przed wyruszeniem do Poznania Luktrans postanowił zważyć ciężarówkę. Okazało się wtedy, że klatka waży mniej więcej tyle samo, co sam żubr, łącznie dając 1560 kilogramów. Druga sprawa to natomiast ustawienie żubra w tej klatce – jechał on tyłem do kierunku jazdy, aby nie obił sobie pyska w czasie mocniejszego hamowania.

WYKOP ten tekst!

Ten wpis ma 5 komentarzy

  1. 13*60 pisze:

    No to teraz CBŚ zajmie się śledztwem – „Kto śmiał tak nazwać żubra !?”
    Zaraz przylecą „spec-helikoptery” i p. Kazio zajedzie limuzyną…będzie się działo!
    Wszyscy zostaną przesłuchani !
    Nie ma znaczenia fakt ,że du…ś ma już 10 lat i nie jeździ na nartach a na platformie!

  2. BHPowiec pisze:

    Szkoda tylko, że firma nie wyposaża pracownika w podstawową odzież bhp z kaskiem na czele. I to nie tylko na tym spocie reklamowym.

  3. kajos75 pisze:

    ”jechał on tyłem do kierunku jazdy, aby nie obił sobie pyska w czasie mocniejszego hamowania”

    ale za to obil sobie pewnie 4litery 😀

Odpowiedz